Archiwum

Posty oznaczone ‘playstation 3’

Ratchet & Clank: All4One – can’t wait!!!

Marzec 23rd, 2011 Brak komentarzy

Tak jak na PS2 uwielbiałem przygody Jak & Dextera, tak na PS3 nie ma dla mnie lepszej serii przygodowo zręcznościowej niż Ratchet & Clank. Ograłem wszystkie tytuły, a Crack in Time dał mi co najmniej 40 godzin super zabawy. A może i więcej, bo grę przeszedłem dwa razy – normalnie, i w challenge mode. Na All4One czekam i mam nadzieję, że tym razem SCEP się przyłoży i wyda grę chociaż z lokalizacją kinową. No i ta kooperacja dla czterech osób, oby nie była tylko online – przy okazji będzie dobry pretekst, żeby kupić dodatkowe pady :)

Poniżej tzw. story trailer:

 

 

Świąteczna próba sił, czyli Gran Turismo 5 vs. Microsoft Kinect

Listopad 28th, 2010 3 comments

Dla każdego, kto jest „w temacie”, tytuł wiadomości może wywoływać skojarzenie w stylu: „co ma piernik do wiatraka”. Bo przecież Gran Turismo 5 (Playstation3), prawdopodobnie najlepszy symulator jazdy samochodem, jaki kiedykolwiek wydano, ma się nijak do Microsoft Kinect (Xbox360), czyli kontrolera ruchowego. Należałoby raczej porównywać wspomnianego już Kinect’a z innym kontrolerem ruchowym, czyli Playstation Move.

Ja jednak nie mam zamiaru opisywać każdego z tych produktów z osobna – recenzji jest wszędzie bez liku – lecz skupić się na tym, jak wykorzystywany jest ich potencjał z punktu widzenia promocji. Na pierwszą promocję Microsoft Kinect natknąłem się tydzień temu w centrum handlowym Blue City. Myślałem, że jest to specjalna animacja, ponieważ na miejscu była m.in. Justyna Steczkowska, która jest twarzą tego produktu, a część materiałów była nagrywana przez TVN Style. Kilka dni później podobne stoisko promocyjne spotkałem w Złotych Tarasach. Wywnioskować można, że „impreza” z Justyną Steczkowską w BC była inauguracyjną. To właśnie Kinect’em Microsoft chce łowić nowych klientów… czy mu się to udaje? Trudno powiedzieć, ale zainteresowanie stoiskami promocyjnymi jest spore. Każde z nich jest obsługiwane przez parę młodych animatorów, którzy w świecie Kinect poruszają się doskonale, a wszystkim zainteresowanym poświęcają tyle czasu i uwagi ile tego wymagają. Tak przynajmniej wygląda to z punktu widzenia osoby trzeciej. Osoby, która z czysto światopoglądowego punktu widzenia nigdy (nie mów nigdy) nie zdecyduje się na konsolę od M$.

Microsoft Kinect w centrum handlowym Blue City
Microsoft Kinect w centrum handlowym Blue City

Jednocześnie też wielu spodziewało się, że tegoroczna świąteczna batalia między Sony i M$ rozegra się pomiędzy wspomnianymi już kontrolerami ruchowymi, odpowiednio – Move’em, i Kinect’em. (Nie)stety okazało się, że popyt na Move za oceanem jest tak duży, że produktu dla Europy praktycznie nie ma. Tym samym Sony, tak w Polsce, jak i w Europie, zostało bez odpowiedniego, wyróżniającego platformę Playstation3, oręża. A Boże Narodzenie tuż tuż. Z odsieczą, swoistym planem B, przyszedł Kazunori Yamauchi z Polygony Digital dostarczając naprędce Gran Turismo 5, grę, której premiera była wielokrotnie przekładana i tak na prawdę większość spodziewała się jej dopiero w 2011 roku. Czy na pewno naprędce? Trudno powiedzieć, bo przecież w wersji kolekcjonerskiej książka APEX wydana została całkowicie po polsku, a lokalizacja samej gry nie budzi żadnych zastrzeżeń, zaś momentami wprawia nawet w zachwyt. Z drugiej strony przyśpieszenie zapowiadanej inauguracji tak rozległego tytułu o zaledwie kilka tygodni to nie jest wielka rzecz. Szum wokół premiery, mimo, że termin krótki, zrobił się naprawdę duży. W końcu to gra, na którą wielu czekało od kilku lat.

Mimo, że osobiście jestem wielkim miłośnikiem wyścigów, to z serią Gran Turismo miałem kontakt tylko przez wydanie A-spec na konsolę Playstation2. Z reguły wybierałem tytuły bardziej zręcznościowe, pełne nieziemskich prędkości i widowiskowych zdarzeń. Wyścigi to dla mnie jedne z tych gier, które pozwalają na ekranie tv robić rzeczy, których własnym autem człowiek by  nigdy nawet nie zaryzykował. Inauguracja Gran Turismo 5 miała jednak lekkie – rzekłbym – preludium, rozgrzewkę. Oto na tydzień przed premierą GT5 na półki sklepowe trafiły bardzo szybkie wyścigi od Electronic Arts, czyli najnowsza odsłona Need for Speed: Hot Pursuit wyprodukowana przez Criterion, znanych jako ojców serii Burnout. A jeszcze dwa tygodnie wcześniej udostępniono demo rzeczonej gry, które dodatkowo podgrzało atmosferę. Klimat m.in. na forum polygamii zrobił się gorący dzięki „autologowi”, czyli możliwości porównywania czasów pomiędzy znajomymi. A że w demie były dostępne tylko dwie trasy, to praktycznie każdy, kto spróbował, poznał je na wskroś. Jednak gorączka NfS szybko ustąpiła, bo dawno, a może  nawet nigdy, żadna gra nie zaoferowała tyle, co najnowsze Gran Turismo. Dema gra nie miała, entuzjaści mieli szansę posmakować GT poprzez wydane rok wcześniej GT Prologue. Wyczekiwanie na przemian z entuzjazmem i odrobiną niepewności przewijało się przez kolejne posty na forum, aż do pamiętnej środy 24. listopada, kiedy gra wylądowała na półkach. I napędach konsol Playstation3 - gra ta jest tzw. exclusive’em, czyli dostępna jest tylko i wyłącznie na tę platformę. Nieliczni mieli szansę wypróbowania sił w tej grze, ponieważ SCEP przygotował promocyjny Road Show. Była to praktycznie jedyna możliwość, aby zaprezentować szerszemu gremium to, co może zaoferować tylko i wyłącznie Playstation 3, a tym samym poprawić i tak dobre wyniki sprzedaży zarówno gry, jak i samej konsoli. Szybko tę informację podchwyciłem i skrzętnie sobie zapisałem, żeby w dniach 26-28. listopada odwiedzić warszawską Arkadię. Tym bardziej, że wypowiedzi na forum, tym razem serwisu niezgrani.pl. były coraz bardziej entuzjastyczne, a kolejne posty utwierdzały mnie w przekonaniu, że jeśli GT, to tylko na kierownicy. Najprościej było przekonać się o tym na dedykowanym do GT sprzęcie prezentowanym podczas Gran Turismo 5 Road Show. Urwałem 2 godziny dla siebie z rodzinnego weekendu i w sobotnie przedpołudnie, pełen entuzjazmu, skierowałem się do Arkadii. Stoisko promocyjne trudno było przeoczyć, przede wszystkim ze względu na rzucającego się w oczy, bardzo charakterystycznego Mercedesa SLS. Obok ustawione były 4 identyczne stanowiska, na których można było pojeździć. Na trzech z nich jazd odbywała się na torze Nurburgring, na czwartym dostępna była jakaś inna trasa.

Mercedes SLS na stoisku Gran Turismo 5 w centrum handlowym Arkadia
Mercedes SLS na stoisku Gran Turismo 5 w centrum handlowym Arkadia

Ustawiłem się w kolejce, przede mną była jedna osoba. Czas mijał, nikt symulatorów nie opuszczał tylko jeździł do upadłego, choć na okrążenie potrzebne było średnio dwóch i pół minuty. Szybko przekonałem się, że panuje tu absolutna wolna amerykanka, a hostessy, które teoretycznie powinny zajmować się odpowiednią animacją na stoisku, zdecydowanie bardziej preferują pogawędki z jedynym przedstawicielem płci męskiej z obsługi. Kwadrans później na jednym z symulatorów dokonała się zmiana jeżdżącego. Na pozostałych bez zmian. Po jakiś dziesięciu minutach osoba stojąca przede mną w kolejce w końcu zasiadła za sterami Mercedesa na torze Nurburgring. Przy każdym symulatorze obok głównego siedzenia była miejscówka dla „pilota”. Czyli albo dla osoby towarzyszącej, albo kolejnego oczekującego. Dla mnie była to okazja, aby przyjrzeć się, jak naprawdę pracuje kierownica itp. Po dosłownie dwóch – może trzech – minutach zostałem wyproszony ze swojej miejscówki przez hostessę, która z rozbrajającym uśmiechem stwierdziła, „że teraz będzie konkurs”. Za nią podążał jakiś przystojniak, którego usadziła za kierownicą symulatora, do którego czekałem. A chłopaka, który właśnie jechał, bezceremonialnie wyprosiła, bez jednego kulturalnego słowa żądając zwolnienia miejscówki. Chłopak czekał dłużej ode mnie, a nawet jednego kółka nie było mu dane przejechać. Ja stary jestem, po mnie to spłynęło, ale jemu do śmiechu nie było. Po raz kolejny przekonałem się, że wybierając agencję do realizacji jakiejś promocji trzeba być bardzo ostrożnym i praktycznie cały czas patrzeć jej na ręce, o ile nie ma się sprawdzonych i naprawdę zaufanych ludzi.

Stoisko Gran Turismo 5 Road Show w centrum handlowym Arkadia
Stoisko Gran Turismo 5 Road Show w centrum handlowym Arkadia

Świąteczną batalię w mojej ocenie póki co wygrywa Microsoft, bo jak wiadomo można mieć najlepszy produkt, ale nie umieć go sprzedać. Takie wnioski nasuwają mi się po dzisiejszej wizycie w centrum handlowym Arkadia. Do Kinect’a, tak samo zresztą, jak do Move’a, nie jestem przekonany, ale sposób, w jaki jest promowany, naprawdę do mnie trafia. Kawał dobrej roboty. Tym bardziej, że flagowa gra – Dance Central – to świetna zabawa, a dodatkowo teraz każdy może stanąć w szranki z Anią Bosak. Tymczasem Gran Turismo oferuje dużo większy realizm, niż taneczny Dance Central, ale Sony nie daje nam możliwości jego wypróbowania. A przecież Gran Turismo to przede wszystkim niepowtarzalny model jazdy i niebagatelna baza ponad tysiąca (!!!) samochodów. Plus tuning. Plus photo mode. Plus tryb online. Plus giełda samochodowa. Chciałoby się powtórzyć za Kevin’em Butler’em „It does everything”. Ale nie tym razem. Zabrakło bowiem zamykającej kropki nad „i”… W rezultacie po prawie godzinie  bezskutecznego oczekiwania, delikatnie wkurzony opuściłem stoisko Sony. A po powrocie do domu  z pełną satysfakcją i bez żalu rozegrałem kolejne pościgi, wyścigi, ucieczki w Need for Speed: Hot Pursuit, ponieważ Sony nie pozwoliło mi przekonać się, jak doskonałym produktem jest Gran Turismo 5.

PS. Żeby nikt nie zarzucił mi braku rzetelności, to o konkursie na stoisku promocyjnych Gran Turismo 5 można przeczytać tutaj. Tym bardziej, że wciąż można w nim wziąć udział. Szkoda tylko, że agencja realizująca cały projekt nie umie przeprowadzić go w sposób wygodny dla zainteresowanych. Bo na stoisku poza rozrzuconymi ulotkami nie ma żadnej informacji. Tablica  z wynikami co prawda jest, ale zauważyłem ją przypadkiem odchodząc, ponieważ stała za sztucznym drzewkiem. Dla porównania, niedawno byłem na Finale Cyberareny. Tam też dla wszystkich przypadkowych odwiedzających był konkurs na najlepszy czas w NfS: Shift. Było jedno stanowisko, a Pani zapisywała każdego jadącego, który chciał, by jego czas został wzięty pod uwagę. Przed Gran Turismo 5 Road Show jeszcze 3 weekendy. Może warto byłoby usprawnić dwie, a w sumie trzy rzeczy:

- przede wszystkim w jasny i czytelny, a co ważne, widoczny dla wszystkich sposób, określić zasady panujące na stoisku promocyjnym,

- przeznaczyć jeden symulator tylko i wyłącznie na cele konkursowe, skoro każdy biorący w nim udział musi wypełniać specjalny formularz,

- ograniczyć korzystanie z symulatorów do – powiedzmy-  3 kółek, tak aby zmiana na każdym symulatorze następowała automatycznie np. co 10. minut.

Dobry tutorial sprzeda każdą grę

Kwiecień 28th, 2010 Brak komentarzy

Debiutowi konsoli Playstation 3 towarzyszyła premiera gry Uncharted: Drake’s Fortune, która kilka miesięcy po premierze tej pierwszej miała pokazać przede wszystkim możliwości graficzne gry. W 2007 roku, kiedy to miało miejsce, ja wciąż z ogromną przyjemnością zagrywałem się na mojej czarnuli czyli Playstation 2. I nawet przez myśl nie przechodziło mi kupowanie nowej zabawki, kiedy tyle gier wciąż Konsola Playstation 3 - wersja Fat i Slimnie zaliczonych, a czasu tak mało. W końcu jednak przyszedł ten dzień kiedy PS3 zagościło i pod moim telewizorem. Wiadomo że na początek na ruszt bierze się tytuły, o których słyszało się przede wszystkim same dobre słowa. Jednym z nich był właśnie wspomniana pierwsza część gry Uncharted. W odróżnieniu od PS2, nowa generacja konsol oferuje dostęp do wersji demo większości gier za pośrednictwem Playstation Network. W końcu nie trzeba się zaopatrywać w OPSM - czyli płacić za dema. Jest tak jak powinno być, demo ma zachęcić do zakupu czyli jest za darmo. Pierwszego kontaktu z Uncharted i przygodami Drake’a nie wspominam dobrze. Może to wina przerośniętych oczekiwań albo nie do końca czytelnej komunikacji. Spodziewałem się połączenia Tomb Ridera z Indianą Jones’em z dużym naciskiem na zagadki, przygodę. Uruchamiam grę i tak naprawdę cały czas do mnie tylko strzelają, nic więcej się nie dzieje. Uncharted: Drakes FortuneA do tego w dużej mierze, mimo że to demo to tutorial jest bardzo słaby więc błądzę po omacku, zabijają mnie… kasuję demo, będąc nie zadowolonym, a całą frustrację wylewam na pl.rec.gry.konsole. Pełne rozczarowanie.

Czas mija. Gram w kolejne dema, gry różnej maści. Frustracja taka jak przy Uncharted mnie tym razem nie dotyka. Łącznie z fotorealistycznym Killzone 2, gdzie poziom prezentowanej grafiki był mi obcy w poprzedniej wersji czarnuli. Z jednej strony ten realizm odrzuca, bo to ma być gra, przyjemność, z drugiej strony jak magnes paradoksalnie wciąga w rozgrywkę swoim realizmem. Pomaga dobry tutorial, który na samym początku prowadzi bardzo ładnie gracza za rękę. Dobrego tutoriala spotykam także w niby banalnym Critter Crunch czy taktycznym Ghost Recon: Advanced Warfighter. Wciąż jednak gdzieś mi w głowie dzwoni, że ten wspaniały Uncharted mnie nie zachwycił, mimo słyszanych zewsząd och’ów i ach’ów na jego temat.

Przeglądając zasoby PSN trafiam na dopiero co opublikowane demo drugiej części Uncharted: Among Thieves. Nota bene gry, która otrzymała tytuł GRY ROKU 2009 podczas Games Developers Conference w San Francisco. Mając w głowie frustrację związaną z pierwszą częścią, do drugiej podchodzę sceptycznie. Ale trudno oprzeć się zachwytowi, który ogrania mnie od samego początku jako następstwo naprawdę porywającej grafiki. Wciąga jak dobry film. Demo choć krótkie, jest bardzo dobrze poprowadzone, a tutorial wręcz idealny. Już po chwili gra się bardzo intuicyjnie a podpowiedzi nie są mi do niczego potrzebne. Zaskoczyło. Zagrałem drugi raz po kilku dniach – wciąż zachwyca.

Zaryzykowałem powrót do pierwszej części – z wiedzą, i na świeżo z nawykami z Among Thieves przechodzę płynnie całe demo – a co najważniejsze, podoba mi się i mam z tego przyjemność.

Mimo iż nie jestem tak zwanym „casualem” jeśli chodzi granie, to w przypadku konsolowych tytułów widzę ogromną potrzebę tutoriala. Niby do gier dołączone są książeczki z instrukcjami ale kto tam tak naprawdę zagląda? Poza tym teoria to jedno, a praktyka drugie.  Wiadomym jest że praktyczne zdobywanie wiedzy, doświadczenia jest o niebo efektywniejsze od suchej teorii. W przypadku konsoli mamy tak naprawdę kilkanaście przycisków. Niektóre z nich prawie zawsze pełnią te same funkcje, ale szereg innych zmienia się w zależności od tytułu. I tak naprawdę w dużej mierze od deweloperów zależy jak bardzo, na ile szybko i czy w ogóle polubimy się z daną grą. Bo jeśli producent zostawi nas samych sobie z demem to może się okazać, że frustracja i chaos wokół kontrolera skutecznie nas do gry zniechęci. A wtedy będzie raczej za późno na ratowanie sytuacji.

Gdyby nie decyzja o wydaniu dema i bezbłędny tutorial w Uncharted: Among Thieves to prawdopodobnie do pierwszej części nigdy już bym nie wrócił. A tak… właśnie czekam na przesyłkę z pełną wersją:)