Archive

Posts Tagged ‘pb’

Koniec sezonu na Poland Bike – no i?

October 11th, 2011 1 comment

dsc_9702

Do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy pojawię się w Legionowie. Dzień wcześniej byłem na Legii, gdzie ku swojemu zdziwieniu, chyba w nagrodę za determinację, zająłem 3. miejsce w MM2. To miłe. Niestety na pudle nie stanąłem, bo pojechałem wcześniej do domu. W sumie szkoda, bo dla takiego średniaka jak ja, to była pewnie jedyna okazja w życiu – raczej nie do powtórzenia. Zasadniczym przyczynkiem wypadu do Legionowa miał być siódmy start mojej lepszej połowy, a w konsekwencji jej 5. miejsce w generalce. Pogoda nie zachęcała. Ostatecznie niedzielny poranek przywitał nas słonecznie i nie tak zimno, jak zapowiadano. Żona pojechała na start pociągiem, bliskość lokalizacji plus start w południe (czasem nawet później) to duży plus PB. Ja z dzieciakami dojechaliśmy później samochodem. Okazało się to dobrym rozwiązaniem, bo nie po raz pierwszy w tym sezonie jakiś bardzo smutny człowiek postanowił zepsuć zabawę i zerwał bardzo dużo strzałek na trasie. Wszystko rozpoczęło się z opóźnieniem.

Dotarłem do Legionowa chwilę po 14. Tradycyjnie aparat w dłoń i do focenia. Tym razem na mecie. Długa prosta to okazja do fajnych i emocjonujących sprintów. Mimo, że większość osób z obsługi pomiaru czasu mnie kojarzy, to tym razem na mecie pojawił się sędzia, który najwidoczniej czuł „misję”. Notorycznie mnie przeganiał, zwracał uwagę. Nie tylko mi dawał się we znaki, o czym napisałem już na forum. W efekcie, musząc mieć na oku moje już nieco znudzone otoczeniem dzieci i jednocześnie chcąc dokumentować finiszujących musiałem robić zdjęcia pod słońce. Efekty niestety widać na niektórych fotkach.

Czołówka MAX’a, mimo że trasa była ponoć dość wymagająca, przyjechała szybko. Prawie jak zwykle, walka rozegrała się między Radkiem Rękawkiem a Patrykiem Piaseckim. Tym razem na rzecz „Króla MAXa”.

dsc_9535

Potem były kolejne finisze. Czasem walka była do końca, czasem liczyło się, żeby dojechać.

dsc_9647   dsc_9687

dsc_9693   dsc_9676

Jeden kolarz spektakularnie finiszował ślizgiem. Aż dziw bierze, że na asfalcie tylko tak delikatnie się oszlifował. dsc_9662

Potem zaczęło wiać nudą. Z niezrozumiałych dla mnie względów prowadzący całość, czyli dziennikarz sportowy Bogdan Saternus, niektóre punkty programu niemiłosiernie wydłużał i przeciągał. Najbardziej cierpiały na tym dzieciaki, które przez wiele godzin skazane były na nudę. A przecież całą dekorację FAN, także z generalką i tombolą można było przeprowadzić jeszcze przed etapową dekoracją dystansu MAX – kto był, ten wie, że Organizatorzy na dekoracje czekali aż dojadą zawodnicy wszystkich dystansów. W efekcie dzieciaki, które ukończyły dystans FAN jeszcze przed 13, a liczyły się w generalce, musiały czekać do finałowej dekoracji aż do około 16.30. Bez sensu.

Już chwilę po 16. przenieśliśmy się do samochodu, gdzie przynajmniej nasze dzieci nie marzły i nasłuchiwaliśmy, kiedy w końcu przyjdzie czas na dekorację dystansu MINI. Zaczęło się chwilę po 17. MK-J, MK-1 i w końcu MK-2. I… za piąte miejsce, za konsekwencję, za walkę, za zbieranie punktów był… medal i uścisk Pani z domu kultury, bo Grzegorz Wajs skoncentrował swoją uwagę się tylko na tych na właściwym pudle.

Chwilę później szybko zawinęliśmy się do domu. A w głowie była tylko jedna myśl:

„Po co to było…???”

Takim podejściem do klasyfikacji generalnej moim zdaniem Organizatorzy cyklu Poland Bike wysłali jasny sygnał, że nie warto się starać, nie warto jeździć regularnie. Albo zbierasz maksymalną ilość punktów i masz w generalce jedynkę, względnie dwójkę lub trójkę, albo sobie odpuść. Podobne odczucia miał także kolega z drużyny, który na koniec zajął 4. miejsce. Jak to podsumował, już za etapowe pudła było „więcej”.

Jak zapowiadałem na forach Mazovii oraz PB, w tym roku byłem na wszystkich trzech cyklach na Mazowszu i czuję się na siłach, by wszystkie te bardzo różne imprezy podsumować i porównać. Trochę wniosków już mam. Ale czasu dużo, bo sezon zakończony i nie pozostaje nic innego, jak tylko oddać rower na gruntowny przegląd, przetrenować zimę i walczyć o generalkę od nowa na wiosnę. Ale chyba już nie na Poland Bike…

Na koniec to, co zwykle. Czyli galeria zdjęć. Jeśli komuś bardzo przypadnie zdjęcie do gustu i zapragnie oryginały, to jest on do pobrania z stąd.

Pewna fikcja na Poland Bike – w Płocku, i nie tylko

October 4th, 2011 1 comment

dsc_9364 Pierwszy weekend października przypomniał wszystkim jak wygląda złota, polska jesień. Całą podróż z Warszawy odbyliśmy w promieniach wstającego do życia słońca i błękitnego nieba. Temperatura przyjemnie rosła, tak że będąc na miejscu chwilę po 10. było już chyba 20’C i generalnie można było “na krótko” – tak jak Sylwester Szmyd 😀

Sciencie fiction

Gryplan Poland Bike jest prawie zawsze taki sam, czyli o 11.00 startuje dystans FAN, a o 12.00 razem dystanse MINI i MAX. Rozwiązanie jest dobre, bo pozwala w bezpiecznych i komfortowych warunkach przejechać najmłodszym przeznaczoną dla nich pętlę. Do tego oczekujący na dzieci rodzice mają jeszcze czas na spokojnie ogarnąć swoje dzieci zanim sami wystartują na długich dystansach. Wszystko git, gdyby nie jedna drobna rzecz, która jakoś wcześniej nigdy nie przykuła mojej uwagi. Kilkukrotnie przed i po starcie, a także w trakcie dekoracji prowadzący imprezę Bogdan Saternus podkreślał, że na dystansie FAN odbywały się Otwarte Mistrzostwa Płocka w kolarstwie górskim dla uczniów i uczennic szkół podstawowych. No właśnie. A kto wystartował? Młodzi zawodnicy BDC Huragan Wołomin, BSA PRO TOUR i RKS Family Active. Na 37 zawodników miasto “Płock” przy nazwisku miało wpisanych ilu? Dwóch. To imponujący wynik biorąc pod uwagę, że w mieście Płock są dwadzieścia trzy szkoły podstawowe, czyli pewnie ładnych kilka tysięcy uczniów. Zapala mi się lampka, więc sprawdzam wyniki FAN z innych edycji: Tłuszcz 5 na 79; Łochów 3 na 49; Urle 0 na 53; Gostynin 4 na 44. Co mi w tym przeszkadza? Tajemnicą poliszynela jest to, że takie imprezy jak Poland Bike, Legia MTB Maraton czy Mazovia MTB, a także wiele innych organizowane są przede wszystkim z pieniędzy samorządowych(sponsorzy w większości przypadków wykładają nagrody, gadżety). Czyli de facto z naszych podatków, które potem wędrują do gmin. A skoro to nasza kasa, to mamy prawo nie tylko oczekiwać, ale przede wszystkim wymagać, by została spożytkowana należyty. W tym przypadku, skoro Grzegorz Wajs organizuje Otwarte Mistrzostwa szkół podstawowych to pytanie, retoryczne, jest – ile z dwudziestu trzech obecnych w Płocku szkół zostało poinformowanych(tu przydałaby się też definicja “należytego poinformowania”) o organizowanych zawodach? Odpowiedź chyba jest jasna zważywszy na ilość młodych zawodników z Płocka na liście wyników.

Norma czyli 50% a może 100%

Czemu podnoszę ten temat? Z kilku powodów. Pomijając kwestie finansowe, to w regulaminie Poland Bike znajdujemy te same slogany co wszędzie:

1. Cel cyklu Poland Bike Marathon 

• Ciąg dalszy zainaugurowanego w 2009 roku cyklu maratonów rowerowych dla amatorów o charakterze sportowym, rodzinnym i rekreacyjnym 
• Popularyzacja kolarstwa i turystyki rowerowej
• Promowanie regionalnych szlaków, tras, szczególnych miejsc oraz miejscowości i gmin turystycznych
• Zachęcanie do zdrowego trybu życia, aktywnego wypoczynku i rekreacji.
• Integracja miłośników jazdy na rowerze
• Połączenie rywalizacji sportowej z zabawą, rekreacją i wypoczynkiem.

Slogany, czy nie slogany, jest to słowo pisane czyli wiążące. Więc jeśli ktoś sobie stawia takie cele, to niech je należycie realizuje, tym bardziej za państwową(naszą) kasę. Gdyby było napisane – organizacja wyścigów i zarabianie kasy – ok, nie czepiałbym się teraz. Przynajmniej byłoby czarno na białym. Tu jednak jest misja – m.in. popularyzacja kolarstwa, aktywny wypoczynek i sportowa rywalizacja. Z drugiej strony mamy takie np. miasto Płock, które ma dwa zasadnicze cele jeśli chodzi o tego rodzaju fundusze – przyciągnąć “turystów”, którym się ma spodobać, zostawią kasę a i może jeszcze tu przyjadą oraz realizować rzeczy, które mają wyciągnąć własnych mieszkańców z domów.

Jak ma się do tego Poland Bike? Realizuje 50% czyli skutecznie przyciąga ludzi z zewnątrz, szkoda tylko, że co roku tych samych, bo niestety napływu nowych zawodników nie widać – te same drużyny, te same twarze. Drugie 50% celu leży totalnym odłogiem, bo dorosłych zawodników z przytaczanego tu Płocka można było policzyć na palcach trzech dłoni(14 zawodników niezrzeszonych z Płocka na ponad 250 startujących). Żeby jednak nikt mi nie zarzucił, że uwziąłem się na PB to polecam uwadze mój wpis sprzed tygodnia na temat Mazovii w Toruniu czy ten z początku sezonu o inauguracji cyklu Legia na Fortach Bema.

Po co to piszę? Na pewno nie po to, żeby kopać leżącego. Bo po pierwsze nikt nie leży, Poland Bike ma się dobrze i powoli się rozwija, a po drugie nie kopać, tylko zwracać uwagę na pewne rzeczy, które naprawdę małym kosztem można by nie tyle naprawić co usprawnić. Bo ile kosztuje wysłanie plakatów PB(i dopilnowanie ich wywieszenia) do wspominanych dwudziestu trzech szkół na dwa tygodnie przed imprezą? No chyba, że ktoś tu się boi, że zamiast 30-50 zawodników FAN na starcie pojawi się ich nagle 200 a może 300, i trzeba będzie jakoś ogarnąć tyle wpłat x 30 PLN 😉 Tak naprawdę byłoby to z korzyścią dla obu stron – bo Grzegorz miałby dużo większe wpływy, lepszą frekwencję a przy okazji może jakiś dzieciak “z okolicy” złapałby bakcyla, zrobił karierę i za dziesięć lat opowiadał o swoim przypadkowym pierwszym starcie na Poland Bike. Można? Można!

Trochę lukru

W Płocku było też trochę dobrego – przede wszystkim ta edycja broniła się niesamowicie, jak na te tereny, i jak na sam charakter PB, wymagającą i zróżnicowaną trasą, którą chwalił praktycznie każdy – m.in. Damian Kawecki z eclipse biketires.pl. Organizacyjnie, poza brakiem wody do mycia (to także miało miejsce miesiąc wcześniej na Legii) trudno się do czegoś więcej przyczepić. Może tylko nie trzeba było czekać z dekoracją tak długo, ale to już osobiste odczucie.

Do zobaczenia w Legionowie. Poland Bike jest już na stałe wpisany w kalendarz tego miasta, gdzie maratony kilku cykli odbywają się dość regularnie. Także o frekwencję raczej nie ma się co martwić. Jedyny, duży znak zapytania to pogoda, która wygląda na to, że nie będzie tak przychylna jak w Płocku. A że to Finał, i pewnie szybko się nie skończy to fajnie byłoby żeby całe zaplecze było w budynku np. OSiRu, tak jak to miało miejsce na Epilogu Mazovii.

PS. Wołomin i Legionowo dzieli bardzo mało km, może spróbujecie “należycie poinformować” tamtejsze szkoły(chyba jest ich tylko pięć) i zrobić Otwarte Mistrzostwa Legionowa szkół podstawowych z prawdziwego zdarzenia??? 🙂

Nie jedno Science Fiction stało się rzeczywistością, więc czemu ta fikcja nie miałaby stać się faktem?

No i teraz to, na co wszyscy czekają czyli zdjęcia z Płocka. Moim zdaniem jedne z lepszych, jakie w tym sezonie dane było mi zrobić.

— — —

Oryginalne, naprawdę duże pliki będą do pobrania ze SkyDrive pod poniższym linkiem – czyli najpierw odszukujemy się w poniższej galerii, zapamiętujemy nazwę pliku i sięgamy do SkyDrive, skąd pobieramy oryginał. Żeby to zrobić szybko i sprawnie to w prawym górnym rogu okna klikamy wyświetlanie listy zamiast miniaturek, wybieramy interesujący nas plik, i z menu po prawej stronie klikamy Pobierz. Jeśli to dla kogoś za dużo, to oczywiście może wysłać mi maila z prośbą o zdjęcie na adres blog@ku-fel.com.

Poland Bike w Kozienicach i Olympus E-P3

September 23rd, 2011 No comments

W Kozienicach nie miało mnie być, mojej lepszej połowy też. Ale wyszło inaczej. Lepiej. Tylko do ostatniej chwili miałem problem, bo na PB w tym roku jeżdżę tylko po to, żeby robić zdjęcia. A jak je robić kiedy aparat w serwisie? Na pomoc przyszła firma Olympus, z którą jakiś czas temu zawiązałem współpracę i testuję ich najnowsze aparaty. Tym razem padło na naprawdę najnowszy. Dopiero co zapowiedziany pod koniec czerwca aparat Olympus PEN E-P3 trafił w moje ręce. Sprzęt chwalony jest jako jeden z najszybszych jeśli chodzi o Auto Focus. I rzeczywiście, tylko kilku kolarzom udało się wyjechać z kadru. Przy okazji dostałem do dyspozycji dodatkowy, jasny (f/2.8) obiektyw oraz cyfrowy wizjer. Wszystko się sprawdziło, do czasu. Niestety pod koniec, już po powrocie na metę robienie zdjęć musiałem zakończyć, bo jak każdy elektroniczny gadżet także ten aparat Olympusa stwierdził, że 600 zdjęć to wszystko na co stać baterię. Dużo, i mało.

Wracając do edycji PB w Kozienicach. Jaka była? Oceniając przez pryzmat trasy, którą miałem okazję widzieć i trochę jeździć, to był to szybki etap. I szumnie zapowiadany etap po Puszczy Kozienickiej okazał się de facto ściganiem po głównych drogach i szlakach, bo organizatorzy dostali zakaz wjechania głębiej w puszczę. Szkoda, bo mogłoby być dużo ciekawiej – a o atrakcyjności terenu przekonałem się na własnej skórze, kiedy przemieszczałem się między ustalonymi wcześniej punktami foto. Ogólna uwaga co do PB – coraz bardziej mam wrażenie, że trasy są układane w ostatniej chwili i trochę na siłę, po najmniejszej linii oporu, a co gorsza bez angażowania lokalnych społeczności. Ci ostatni znając teren jak własną kieszeń mogliby dużo bardziej uatrakcyjnić etapy. Może warto takie rozwiązanie rozważyć przy okazji kolejnych etapów, albo chociaż kolejnych edycji..2012, 2013…2056.

Miłego oglądania zdjęć 🙂