Archive

Posts Tagged ‘mazovia’

Mazovia MTB 2012 – Piaseczno – Fotogaleria

April 15th, 2012 No comments

Finał Mazovia MTB 2011

September 24th, 2011 4 comments

Od samego początku sezonu byłem bardzo negatywnie nastawiony do organizacji finału cyklu Mazovia tak daleko od miejsca zamieszkania znakomitej większości startujących(Warszawa i okolice). Mocnym punktem przetargowym miała być toruńska Motoarena. Fakt, możliwość startu czy finiszu na takim obiekcie to jest coś, ale pod warunkiem, że trybuny są pełne. Aż dziwne że miasto, które wyłożyło pewnie nie małą kasę na organizację finału właśnie w Toruniu nie zadbało czy też nie wymusiło na organizatorach odpowiedniej kampanii informacyjnej w mieście. Mówimy o mieście, które witało nas dziś transparentami “zaprzyjaźnij się z tramwajem” czy “przesiadź się na rower”. Ciekawe czy poza fanatykami ktokolwiek z torunian wiedział, że właśnie dziś odbędzie się finał jednej z największych imprez rowerowych w Polsce? Puste trybuny dały chyba zdecydowanie jasną odpowiedź. Druga(tak, dziś będę marudził) rzecz która raziła, to nagłośnienie – sfatygowane głośniki brzmiały bardzo kiepsko, a przecież stadion ma swój system. Na Poland Bike w Kozienicach się dało z obecnego już systemu skorzystać, to czemu tu nie można było? Pytanie retoryczne 🙂

Do biegu gotowi, start!

Gdyby nie relatywnie niska frekwencja – 842 zawodników, to pewnie nie obyłoby się bez przykrych incydentów. Start podczas którego od razu jest jeden, drugi zakręt o 90 stopni, podjazd, kolejny skręt i kopny piach to nie jest bezpieczny start. I wszystko tylko po to żeby wystartować z Motoareny. Dużo fajniej, i bezpieczniej byłoby gdyby start odbył się na przykład z rampy przed stadionem, a finisz tak jak to miało miejsce już w środku.

Misja wykonana!

Moim głownym celem w Toruniu było zadebiutowanie z małym Kufelkiem na Hobby. Miało być fajnie, łatwo(skala=2???) i przyjemnie. Było… mogę mieć żal do siebie, do organizatorów. Sam nie wiem. Jestem pełen podziwu dla mojego syna, który po pierwszych 400 m trasy(kto jechał ten wie, że to był praktycznie tylko i wyłącznie kopny piach) chciał wracać i nie jechać dalej, ale misja poszukiwacza czerwonych strzałek i zapowiadających niebezpieczeństwo, równie czerwonych, wykrzykników się udała. Odnaleźliśmy je wszystkie, a na mecie zameldowaliśmy się po półtorej godzinie.

Co było nie tak? To pytanie do organizatorów. Połowę trasę(do rozjazdu) Hobby jechali wszyscy, więc pewne zdanie można mieć. Ale kto by pomyślał, że potem będzie jeszcze gorzej? Dobre 2 km trasy po wysokiej trawie i mchu, co najwyżej rozjeżdżonej przez quad podczas znakowania trasy. I ten upiorny piaszczysty fragment, który trzeba było znów pokonać na koniec. Kasa, kasa, kasa – czy tylko ona się liczy? Czy zrobicie wszystko, żeby zarobić kolejne 30 złotych??? Jeszcze ja, startujący dość regularnie mogłem pewne rzeczy przewidzieć, choć tym razem intuicja zawiodła. Ale wpuszczanie na trasę niczego nie przewidujących rodziców, z dziećmi w foteliku czy na bardzo małych rowerkach – i pokonanie trasy 8.5 km w czasie powyżej 2 godzin. To nie powinno mieć miejsca!!! Na trasy takie jak ta – bardzo piaszczyste, pofałdowane, z podjazdami – nie powinien mieć prawa wstępu nikt na rowerze bez przerzutek i co najmniej 20” calowych kół. Z drugiej strony jak patrzę na dzieci(2002 i młodsze), które startują na rowerach 26” z pełnym XT to sam nie wiem co o tym myśleć – ale to już inna bajka.

Byłem pierwszym, który na forum wspomniał o wprowadzeniu sektorów do Hobby – pewnie jakaś w tym moja zasługa, że owe sektory od początku sezonu 2011 się pojawiły. Teraz rzucam do dyskusji dużo poważniejszy temat – jasne określenie zasad dla dzieci startujących na dystansie Hobby w kategorii HK1 i HM1. Jednocześnie zaznaczam, że ostatni raz na Hobby jechałem dwa lata temu w Łomiankach(debiut z córką, która kolejne starty jechała już sama) i nie wiem jak wyglądały inne trasy, jaki był poziom frustracji dzieci docierajacych na metę. To organizator zna trasę i to na nim spoczywa odpowiedzialność rzetelnego poinformowania swoich klientów o ofercie.

Czy taki(do znalezienia w zdjęciach) wyraz twarzy chcą oglądać Organizatorzy na twarzach kończących etap Hobby po raz pierwszy? I pewnie ostatni, bo każdy kto ma dzieci doskonale wie, jak ciężko jest namówić dziecko do drugiej próby jeśli ta pierwsza była nieudana.

Marudzę dalej!

Pewnym niesmakiem było dla mnie przerwanie dekoracji w Klasyfikacji Generalnej po Fit i przeprowadzenie tomboli. Nie intersują mnie pobudki z jakich to nastąpiło. Tak się po prostu nie robi, bo w efekcie dekoracja na dystansach Mega i Giga odbywała się przy garstce ludzi, głównie samych zaintersowanych. Taki bieg spraw powoduje, że trudno oprzeć się wrażeniu, że dystanse kluczowe – Mega, i królewskie Giga nie są dla organizatorów priorytetem. A przynajmniej nie liczą się tak jak kiedyś. Wiadomo, że zwycięzcą jest każdy z nas z osobna, który dociera na metę, ale są osoby – nie będę wymieniał – które zasługują na dużo większe brawa, honory, słowa i gesty uznania.

Fit jest dla Organizatorów żyłą złota…

Dość marudzenia 😉

Nie można cały czas pluć jadem, dlatego na koniec coś przyjemniejszego – bardzo fajna seria zdjęć z finiszu – koniec Fit i praktycznie więszość Mega i Giga.

Miłego oglądania – sezon się jeszcze nie skończył, czyli do zobaczenia w Płocku, Łomiankach, Wesołej czy Legionowie…

Zmora fotografa

September 16th, 2011 No comments

dsc_7395

A miało być tak pięknie.

Świeżo nabyte szlify kolarskie skutecznie wyeliminowały mnie ze ścigania na najbliższe tygodnie.

Świeżo nabyty nowy obiektyw Sigma 18-50/2.8 miał zapewnić jeszcze lepsze warunki do robienia zdjęć, niż dotychczasowy kit’owy, który poszedł na zasłużoną emeryturę.

Nowy sprzęt, wykluczenie ze ścigania – nie ma lepszej opcji na fotografowanie. Do tego pogoda jak znalazł – i do ścigania, i do robienia zdjęć. Jest jednak jedno małe ‘ale’ – syn uparł się, że jedzie w mini-cross’ie. W efekcie nie ustawiam się od razu na trasie, ale w pierwszej kolejności “cykam” start kolejnych sektorów. Nuuuuuda. Bez większego zacięcia, co chwilę wciskam spust migawki. Jest tak duża frekwencja, że w sumie to w trybie seryjnym mógłbym nie zdejmować z niego palca. Wychodzi z tego, o zgrozo, ponad 250 zdjęć na których pewnie niejedna osoba się odnajdzie, ale i tak są równie nudne, jak bardzo kolorowe są trykoty startujących zawodników.

Potem szybko zaliczamy mini-cross’a na którym, jeśli chodzi o cyklistów, mój syn jest pierwszy :))) Odpuszczamy “dekorację” – mamy już nadkomplet odblaskowych pasków od BGŻ 🙂 –  i czym prędzej udajemy się na obrany wcześniej przeze mnie punkt foto. Niestety nie przewidziałem, że dojechanie do niego będzie utrudnione, bo hobbici przekraczający szosę 630 całkowicie zablokują trasę na wiele minut.

W końcu docieram(y) tam, gdzie chciałem. Po drodze spotykam “Zamanowóz” gdzie dowiaduję się, że czub powinien jechać za 20 minut. Spokojnie docieram do punktu, który okazuje się rozjazdem Fit / Mega, a to oznacza, że trasa względem tego, co było na mapie została ostatecznie zmieniona. Parkuję bezpiecznie, rozstawiam swoje dzieci, żeby ani sobie, ani komuś nie zrobiły krzywdy i łapię za aparat. Zonk! Czoło pierwszego sektora właśnie mi śmignęło przed nosem. Muszę obejść się smakiem. Kolejnych wojowników już utrwalam na zdjęciach. Dużo ich jedzie, za dużo. Spustu migawki praktycznie nie puszczam, a karta pamięci w aparacie zapełnia się błyskawicznie. Najpierw ustawiam się zaraz za rozjazdem Mega, ale im dalej w las, tym częściej pojawiają się zawodnicy odjeżdżający na Fit. A chciałbym “pamiątkę” zrobić i tym, i tym. Dylemat nie do rozwiązania. Idę w górę drogi, przed rozjazd. Ściganci jadą jeden za drugim, robię zdjęcia praktycznie bez wytchnienia. To jest około 20 km trasy, a stawka praktycznie się nie rozciągnęła. Co jest? No co? Kolejna mazowiecka edycja Mazovii z frekwencją grubo powyżej tysiąca startujących. Przestaję mieć przyjemność z robienia tych zdjęć. Ale nie przestaję. Znakomita większość przejeżdża przez rozjazd, a my w końcu pakujemy się z powrotem do samochodu i jedziemy na metę. Tam kolejne zdjęcia, ale dalej bez wytchnienia, cykane z automatu, jedno za drugim. Na finisz Fit’a się nie załapałem, za to na Mega jak najbardziej. Jest szybko, bardzo szybko. Do tego niebezpiecznie i nie obywa się bez złych emocji. Na wąskiej ścieżce rozpędzone, pełne testosteronu czoło Mega mija finiszującą końcówkę Hobby oraz Fit. Atmosfera nie jest fajna. Koniec zdjęć!

Wracamy do miasteczka, ale jest tak pełne ludzi, a pogoda tak upalna, że nie mam już ochoty na dalsze fotografowanie. Zrobiłem prawie tysiąc zdjęć, z których zapamiętałem tylko jedno. Bardzo fajne. Które? Zachowam to dla siebie. Ale jak ktoś przejrzy całą galerię, to może je zauważy. Bo moim zdaniem tylko jedno zdjęcie się wyróżnia.

To tyle jeśli chodzi o Mazovię w Nowym Dworze Mazowieckim. Jaka była? Moim zdaniem była dowodem na to, że produkt, bo Mazovia jest produktem, zaczyna zjadać własny ogon. Część numerów startowych dziś wydawanych było w postaci najzwyklejszych kartek z wypisanym numerem. Frekwencja taka, że ludzie nie mieścili się w sektorach, a płaska w pierwszej połowie trasa nie pozwalała na porwanie stawki. Z mojego, fotograficznego punktu widzenia nie sprawiła mi żadnej przyjemności – co ważne dotychczas zawsze miałem z robienia zdjęć ogromną satysfakcję. Tym razem jej nie było. Zabrakło tego czegoś.

Sezon powoli dobiega końca. W tym roku miałem przyjemność brać udział, fotografować, bądź startować na wszystkich trzech mazowieckich cyklach – Legii, Mazovii i Poland Bike’u. Jeszcze miesiąc i pojawi się tu pewne podsumowanie, porównanie, bo moim zdaniem organizatorzy każdego z tych cykli muszą odpowiedzieć sobie na szereg pytań. Do zobaczenia w Łochowie, Płocku, Toruniu, Wesołej czy Legionowie – niepotrzebne skreślić 🙂