Archive

Posts Tagged ‘facebook’

Legia MTB Maraton 2011 – wiele znaków zapytania

March 22nd, 2011 No comments

Mojej cyklozy i Legii początki

 

Moja maratonowa cykloza ma krótką historię, bo zapadłem na nią zaledwie dwa lata temu, wiosną 2009 roku, startując na Mazovii w Piasecznie. Potem zaraziłem nią całą rodzinę. W tym samym roku trzeba szukać korzeni Legia MTB Maraton. Zajawką cyklu, który na dobre pojawił się w 2010 roku, był maraton w Kozienicach, który odbył się 16. sierpnia 2009. Nie wiem kiedy i w czyjej głowie powstał pomysł maratonów pod nazwą Legii, tym bardziej, że historia KK Legia sięga 1928 roku. Wiem, że edycja kozienicka okazała się sukcesem (224 startujących), który pchnął Organizatorów do tego, by rok później pójść na całość i zorganizować cały cykl. Wtedy jeszcze byłem zachłyśnięty maratonami jako takimi. Liczyło się tylko to, żeby wystartować, dojechać i wygrać z samym sobą. Jednak ze startu na start zerkałem coraz bardziej na fora Legii czy Poland Bike. O ile ten drugi z bliżej nieokreślonych przyczyn nigdy mojego entuzjazmu nie wzbudził, o tyle pojawiające się opinie o Legii napawały optymizmem i zachęcały do startu. W końcu udało się – wystartowałem w Klwowie. I rzeczywiście atmosfera okazała się inna od tej panującej na Mazovii czy Poland Bike. W miasteczku wciąż było rodzinnie, przyjemnie, ale na trasie bardzo sportowo. Można by się pokusić o stwierdzenie, że wśród startujących było bardzo mało przypadkowych osób. Większość wiedziała, po co tu przyjechała. Co więcej, w podejściu Organizatorów jako takich czuło się świeżość, entuzjazm i przekonanie do tego co robią. To wszystko wpływało na uczestnika bardzo pozytywnie. Na tyle pozytywnie, że od tamtego czasu byłem pewien, że sezon 2011 podzielę między Mazovię i właśnie Legię.

Po zakończeniu sezonu 2010, kiedy cały kurz opadł, na forum Legii pojawiła się informacja, że przyszłość cyklu stoi pod znakiem pytania. Jednocześnie też podano, że sponsorzy sami dopytują się o edycję 2011. Miłe. Potem była długa cisza, aż do końca grudnia, kiedy to na stronie potwierdzono, że Legia MTB Maraton w 2011 roku się odbędzie, a jako lokalizacje wykorzystane zostaną sprawdzone już miejsca, czyli praktycznie wszystkie, które rok wcześniej ominąłem. Do tego Organizatorzy po raz kolejny podkreślili sportowe podejście do tematu – w tym roku dystans maratonu miał zostać podzielony na Mega i Giga, a ten ostatni – realizowany zgodnie z przepisami UCI. A potem była znów cisza. W międzyczasie pozostałe cykle odświeżały strony, fora, potwierdzały kalendarze.

 

Kalendarz Legia MTB Maraton 2011

Kalendarz Legia MTB Maraton 2011

 

Jakoś na przełomie lutego i marca drgnęło. Pojawiły się daty i miejscowości. Informacje jednak były dość lakoniczne. Na forach padały pytania bez odpowiedzi. Pojawiła się informacja, że w tym roku Legion nie będzie partnerem cyklu. Z tego też wynika, że rowery Merida nie będą nagrodami. Żeby tego było mało, to na kilka dni przed Prologiem, czyli zawodami w formule XC na Fortach Bema, wychodzi informacja, że strona cyklu ma nowy adres (z myślnikiem): www.legia-mtbmaraton.pl. Oficjalnie mówi się o względach organizacyjnych. Każdy jednak może łatwo domyślić się, że gdzieś pojawił się konflikt interesów i drogi pewnych osób się rozeszły. To znowu dobrze nie wróży. Na jednym z forów znów pada kolejna informacja – tym razem dotycząca fotografów – podziękowano za współpracę tandemowi, Petardzie i Magorowi (żeby nie było nazwisk :)). Można powiedzieć, że  to kolejny zły znak.

Dzień, a może dwa dni przed zawodami na fortach, w sieci funkcjonują dwie strony cyklu Legia, dwa fora. A żeby tego było mało, to jak na dłoni widać, że nowi organizatorzy – Mazovia Team – tematu nie ogarniają: z nowej strony można wejść na stare forum; na stronie timepro.pl notka o nowej stronie cyklu ale link do starej :). Co więcej, przed Prologiem w sieci nie sposób było znaleźć bardziej szczegółowe informacje o tegorocznej edycji. Efekt? Na starcie Prologu stanęły 34 osoby, w większości – tu łańcuszek zależności – zawodnicy klubów kolarskich, które należą do Mazowiecko-Warszawskiego Związku Kolarskiego, którego członkiem jest także Mazovia Team, która to realizuje większość imprez na rzecz MWZKol. To jest Polska właśnie. Do tego dorzucić trzeba garść pasjonatów, którzy prawie instynktownie pojawili się na Fortach ;). I ja też tam byłem, ale bez planów startowych. Zabrałem, jak to mam w zwyczaju, aparat i pojechałem – po pierwsze zobaczyć, czy jest w tym roku  sens w ogóle  sobie Legią głowę zaprzątać, po drugie zrobić trochę zdjęć – tym bardziej, że jak to na Fortach, trasa naprawdę dawała wszystkim zawodnikom w kość.

 

Forty Bema - Legia MTB Maraton - Start Ligi Szkolnej

Forty Bema - Legia MTB Maraton - Start Ligi Szkolnej

 

Niedziela, 20. marca 2011, Forty Bema, godz. 10.30

 

Do “miasteczka zawodów” poprowadziła mnie nawigacja i wcześniejsze rozeznanie w terenie, bo oznaczenia żadnego nie było – kolejny znak, że impreza jest tylko dla wtajemniczonych. Spodziewałem się małej frekwencji, w sobotę wieczorem zarejestrowanych było raptem 17. osób, ale nie aż tak małej. Na starcie Mini Ligi Szkolnej stanęło 17 osób, tyle samo na dystansie dla dorosłych. Ze względu na frekwencję, która zaskoczyła chyba także samych organizatorów, start Ligi Szkolnej odbył się z piętnastominutowym opóźnieniem, co miało także wpływ na opóźnienie startu dorosłych – z 12.00 na 12.30. A trzeba pamiętać, że informacja o planowanym starcie pojawiła się praktycznie w ostatniej chwili, a do dziś na stronie MWZKol’u jest notka z zaproszeniem na forty na 10.00 na “Otwarcie Sezonu”. W efekcie wiele osób czekało na start ponad dwie godziny!

 

Forty Bema - Legia MTB Maraton - Start dorosłych

Forty Bema - Legia MTB Maraton - Start dorosłych

 

Co jeszcze nie zagrało? Wiele rzeczy, które budzą moje obawy co do całego cyklu, a co za tym idzie – mojego w nim uczestnictwa:

– przede wszystkim brak jakichkolwiek informacji “na zewnątrz” – jak sobie człowiek nie poszuka, to się nie dowie, że coś takiego w ogóle się odbywa. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że Legia oprócz Eurosport’u nie ma żadnego patrona medialnego. Czy jednak tak trudno było wysłać informację prasową do rowerowych mediów, które głodne są każdej notki? Ile wysiłku kosztuje zarejestrowanie się na kilku istotnych forach i opublikowanie zaproszenia na zawody? Ile czasu trzeba poświęcić, żeby założyć Legii profil na Facebook’u i tam także przekazywać wieści, jednocześnie zdobywając “fanów”? Tych oczywistych pytań jest dużo więcej.

– zamieszanie ze stroną internetową, a także nieumiejętne publikowanie na nim treści – przez kilka dni, żeby wyświetlić trasę XC na Fortach, niezbędne było podanie loginu administratora strony 🙂

– bardzo złe oznaczenie trasy zawodów, w efekcie czego osoby startujące albo się gubiły, albo po prostu, czasem mimowolnie, trasę skracały, czego byłem niejednokrotnie świadkiem;

Wszystkie powyższe uchybienia prowadzą do osłabienia frekwencji, a bez niej nawet najlepsze sportowe założenia legną w gruzach.

Iskierką nadziei, że tegoroczna Legia ma jednak coś wspólnego z zeszłoroczną, jest osoba Pana Tomasza Jarońskiego, znanego komentatora sportowego, który pojawił się na Fortach, by swoim słowem zapowiedzieć start wyścigu dorosłych:

 

Tomasz Jaroński

Tomasz Jaroński

 

I na koniec – bezcennym okazał się widok Pań z biura zawodów, które w opasłych płaszczach, w kozaczkach na szpilkach brnęły w błocie.

Tu miał być koniec tego tekstu, ale Organizatorzy na nowej stronie cyklu opublikowali tzw. podsumowanie, które sprowokowało mnie do jeszcze jednej dygresji. Pomijając fakt, że momentami tekst z poprawną polszczyzną ma niewiele wspólnego, to moje rozbawienie wywołało ostatnie zdanie, które pozwolę sobie zacytować:

“Zapraszamy serdecznie wedle zasady trzy R – Rywalizacja, Rodzina, Rozrywka!”

Pewnie każdy powyższe słowa interpretuje na swój sposób, ale wg. moich definicji nie znalazłem ich odzwierciedlenia na Fortach. No może poza pewną namiastką rywalizacji, bo mimo że było się z kim ścigać, to w poszczególnych kategoriach wiele osób konkurencji nie miało. Co do pozostałych dwóch –  rodzina i rozrywka – to chyba tyczą się one tylko pewnych kręgów osób. Ja zabrałem na Forty całą rodzinę – sytuację uratował ponoć największy w Europie plac zabaw, który był nieopodal. W przeciwnym razie wspomnienia byłyby jeszcze gorsze…

 

Niedziela, 10. kwietnia, Wesoła, godz. 10.30

 

Uciekam w przyszłość, jest 10 kwietnia, właśnie dojechałem do miasteczka zawodów. Zgodnie z deklaracją Organizatorów jestem już zaznajomiony z trasą, która lada dzień ma być opublikowana, a do biura zawodów trafiam bez najmniejszego problemu. Czy wystartuję? Pewnie tak. W planach miałem wykupić sobie pakiet “piątka”. Dziś, 22. marca, decyzja w tej kwestii stoi pod dużym znakiem zapytania. I raczej swoich wątpliwości nie rozwieję aż do wspomnianego 10. kwietnia. Jeśli na starcie maratonu w Wesołej zamelduje się ilość osób dająca możliwość prawdziwej rywalizacji, to kupię pakiet. Jeśli będzie to tylko garstka, jeśli powtórzone zostaną błędy z Fortów Bema, no i skoro już do Wesołej przyjadę, to wykupię pojedynczy start. I tyle mnie w tym roku na rowerze na Legii widzieli.

 

Na zakończenie zapraszam do galerii zdjęć z Fortów Bema.

 

Targi Rowerowe, Warszawa, październik 2010

October 27th, 2010 No comments

Dużym zdziwieniem była dla mnie informacja, że w październiku, u schyłku sezonu rowerowego (choć ten ponoć nie kończy się nigdy) dwukrotnie odbędą się targi rowerowe. Jedne, dedykowane stricte tematowi, po raz pierwszy miały mieć miejsce w Kielcach. Drugie, poniekąd przy okazji Targów forCAMP, w Warszawie. Tak długo, jak dojazd samochodem z Warszawy do Kielc – ze szczególnym uwzględnieniem odcinka Radom – Skarżysko – będzie wyglądał, jak wygląda, to taka 150-kilometrowa wycieczka nie będzie należała do tych, na które często się zdecyduję.

W efekcie kieleckie targi śledziłem za pośrednictwem relacji blogowo – dziennikarsko – internetowych. Natomiast te organizowane w Warszawie odwiedziłem osobiście.

Mając wciąż w pamięci dość świeże wspomnienie zimowej edycji targów organizowanych w hali Expo XXI, przeklinałem już samą nową lokalizację Targów Rowerowych w centrum targowym MT Polska. Będzie to świetne umiejscowienie, ale dopiero kiedy całkowicie zostanie ukończona budowa węzła Marsa. Dziś nawet najciekawsze eventy organizowane w tym miejscu cieszą się umiarkowanym zainteresowaniem właśnie z powodu bardzo uciążliwego dojazdu.

Pretekstem do zorganizowania targów miała być premiera kolekcji 2011, która… ku ogólnemu zaskoczeniu w większości odbyła się tydzień wcześniej w Kielcach. Tym bardziej dziwiło określenie aż dwóch (z czterech) dni jako branżowych. Zrozumiałbym ten fakt, gdyby przy okazji tych targów światową premierę miały jakieś rowerowe nowinki, nowy system przerzutek albo super hiper marka rowerów, względnie akcesoriów do nich. Albo gdyby informacje o rowerach w Polsce rozchwytywane były przez największe tytuły prasowe, czy kanały telewizyjne. Ale nic z tych rzeczy: poza rowerami, prezentowanymi jako kolekcja 2011, nie było nic – o tym zresztą piszę m.in. portal BikeWorld.pl.

Paula Gorycka i Aleksandra Dawidowicz Na warszawskich targach pojawiłem się w sobotę około południa. Jak się później okazało, na chwilę przed przybyciem honorowego gościa, czyli naszej Mistrzyni Mai Włoszczowskiej. Niestety prowadzący już na wstępie dał po sobie poznać, że doświadczenie w tej materii ma bardzo przeciętne – uzbrojony w mikrofon zaatakował, bo tak trzeba to nazwać, Maję zaraz po przekroczeniu progu, nie pozwalając jej nawet pozbyć się kurtki. Żeby tego było mało, to zapomniał, jeśli nawet nie przedstawić, to chociażby wymienić przybyłego z Mają trenera Andrzeja Piątka, a co gorsza całkowicie zignorował obecność pozostałych dziewczyn z drużyny czyli Pauli Goryckiej i Aleksandry Dawidowicz.

Po chwili zamieszania, już w spokoju i Maja Włoszczowska względnym ładzie, odbyło się powitanie przedstawicieli drużyny CCC (oczywiście z Mają na czele) na stoisku jednego ze sponsorów – dystrybutora marki Scott. Kwiaty, koszulki, uściski… a potem Kolejka po autografy Mai Włoszczowskiej przez najbliższe dwie godziny Mistrzyni cierpliwie znosiła prośby swoich fanów rozdając autografy i robiąc sobie z nimi zdjęcia. W międzyczasie Paula Gorycka i Aleksandra Dawidowicz zabijały czas krążąc po stoisku Scott’a, a trener Andrzej Piątek zajrzał między innymi na stoisko Garmin’a, gdzie jego zainteresowanie wzbudziły najwyższe modele urządzeń monitorujące wszystkie kluczowe parametry czyli prędkość, tętno, kadencję, przewyższenia itp.

Tak się zaczął mój pobyt w hali MT Polska. No ale przecież nie tylko Scott’em i Mają targi stoją. Po pierwszej rundzie między stoiskami wiedziałem, że są one mniej więcej o połowę mniejsze, niż ich poprzednia edycja. Nowości, mimo szumnych zapowiedzi kolekcji 2011,  też nie było widać zbyt dużo. Ostatecznie w oczy rzucił mi się najnowszy i jednocześnie topowy model Northec o nazwie Warlock: Northec Warlock

Oprócz tego udało mi się wypatrzeć, nomen omen na stoisku Scott’a, najnowszą grupę osprzętu Alivio, która w 2011 dołączyła do grup z 27 przełożeniami, czyli 9-rzędową kasetą.

Alivio 2011

Co jeszcze? Przy kolejnym już przemieszczaniu się między stoiskami zacząłem dostrzegać powtarzalność i monotonię, jeśli chodzi o malowanie ram rowerowych i to serwowaną przez wszystkich producentów. O ile na zimowej edycji targów Mbike Evo wyróżniał się w sposób jednoznaczny, o tyle tym razem rowerów czarno-czerwonych przybyło jak przysłowiowych grzybów po deszczu. Zresztą zapraszam do obejrzenia poniższych zdjęć i wyciągnięcia wniosków:

Corratec Motion Peritus

Raleigh Wheeler

Scott Specialized S-works

Orbea Merida

Oczywiście nieodłącznym elementem rowerowej oferty są obecnie rowery wspomagane elektrycznie. Podczas gdy zimą większość oferowanym modeli była, moim zdaniem, co najmniej toporna w swej estetyce, o tyle teraz trudno było przejść obojętnie obok rowerów marki Batavus.

Batavus

Dopiero po wnikliwym przyjrzeniu się widać, że rowery te są elektrycznie wspomagane. I o taką właśnie nienachalność chodzi.

Bardzo ciekawą, absolutnie godną uwagi, ale wcześniej niezapowiedzianą przez organizatorów rzeczą była prezentacja Body Geometry  – Fit Integration Technology by Specialized na stoisku Airbike.pl. I nie chodzi tu tylko o jakąś banalną informację marketingową- tuż przed godziną 14., kiedy już niestety na mnie była pora, rozpoczął się mini wykład na temat ostatnio bardzo modnego, a co ważne – zdrowego trendu, czyli dokładnego dopasowywania roweru do sylwetki rowerzysty. Z tego, co zdążyłem usłyszeć, były to nie tylko bardzo ciekawe informacje, ale także podane w parze z praktyczną prezentacją – tym samym o wiele bardziej wartościowe.

airbike.pl

body geometry by specialized

body geometry by specialized

body geometry by specialized

Prawdopodobnie po raz pierwszy szerszej publiczności zaprezentowały się marki Peritus oraz Jagu. Pierwsza to ramy, na bazie których zbudowany jest m.in. rower Cezarego Zamany, który swoje umiejętności prezentuje nie tylko podczas maratonów Mazovii, ale także wspólnych, otwartych dla wszystkich treningów. Z kolei Jagu to bardzo lekkie komponenty, m.in. sztyce, mostki oraz koła.

Super lekkie koła Jagu Peritus

Czym w takim razie były targi, jeśli nie okazją do wielkich premier? Przede wszystkim absolutnie niewykorzystaną okazją do naprawdę korzystnych zakupów – wielu wystawców oferowało swoje rowery z kolekcji 2011 z 20% rabatem, bez VATu, a czasem można było też  trafić na ciekawe pojedyncze okazje, takie jak chociażby te:

Leaderfox Carbotec

Corratec Motion

Ważna odnotowania jest też rosnąca oferta wszelkiej maści kasków rowerowych. To ważne, bo kask powinien być nieodłącznym elementem  każdego rowerzysty, bez względu na wiek oraz formę spędzania czasu na rowerze: czy to rekreacyjną czy sportową.

Cratoni

A do kasku idealnie pasuje Buff 🙂 Podczas zimowej edycji, jeśli dobrze pamiętam, reprezentowany był dosłownie przez jeden stojak, zaś przy okazji tej edycji stoisko naprawdę zwracało na siebie uwagę:

Stoisko Buff

Podsumowując, targi sukcesem na pewno nie były. Osobiście określiłbym je targami straconej szansy, ponieważ potencjał był ogromny. Pozwolę sobie zamiast wniosków postawić szereg pytań, na które odpowiedzieć powinni przede wszystkim organizatorzy:

Dlaczego zarówno przed targami jak i podczas ich trwania nie został opublikowany plan dodatkowych atrakcji każdego z dni?

Dlaczego do ostatniej chwili nie było wiadomo, kiedy pojawi się drużyna CCC, Piotr Sońta czy Pan Ryszard Szurkowski?

Dlaczego częściej aktualizowany był profil na Facebook’u aniżeli sama strona internetowa targów, która jest dostępna dla każdego użytkownika?

Dlaczego w sposób tak ubogi i – można by rzec – ukryty podawane były informacje o tym, jakie promocje będą na poszczególnych stoiskach?

Dlaczego na jesiennej edycji targów, kiedy wiele osób mimo wszystko decyduje się schować rower na zimę, nie było absolutnie żadnej oferty trenażerów, nie wspominając już o możliwości ich przetestowania?

Czekając na uzyskanie odpowiedzi na powyższe pytania – i wiele, wiele innych – mimo wszystko do zobaczenia na kolejnej edycji targów…

A na koniec pełna galeria z targów:

Wiosenno – komunijno – wakacyjny poradnik fotograficzny ;)

May 8th, 2010 No comments
Udostępnianie zdjęć online

Udostępnianie zdjęć online

Wiosna, czas odrodzenia po zimowym lenistwie to przede wszystkim aktywność. Sposobów jest wiele – jedni stawiają na bieganie, inni wyciągają przykurzone rowery, a jeszcze inni wybierają się na drugi koniec świata na trekking po górskich szczytach. Rzadko decydujemy się na takie działania w pojedynkę, chociażby ze względu na motywację. Sukcesy treningowe, małe radości z osiągnięcia celu czy chociażby piękne widoki często chcemy utrwalić nie tylko  jako wspomnienie, ale przede wszystkim nimi się dzielić, tak by radość z nimi związana była jeszcze większa. Choć jest to poniekąd trochę w sprzeczności z faktem, że papierowe odbitki zdjęć idą coraz bardziej w zapomnienie, a wspólne oglądanie zdjęć zastępowane jest przez dzielenie się nimi ze znajomymi przez takie serwisy jak Facebook, NK czy Picasa – tak naprawdę bardziej się chwalimy niż dzielimy, różnica drobna ale jakże istotna.

Wciąż jednak trzeba te zdjęcia zrobić. Jeszcze parę lat temu, w warunkach aktywnego wypoczynku trzeba było z aparatami obchodzić się delikatnie – w końcu to elektronika, wrażliwa i droga. W międzyczasie sam ceny znacznie uległy zmianie, elektronika użytkowa stała się jeszcze bardziej dostępna i standardy uległy zmianie.

Pamiętam jak parę lat temu wybierając się do Egiptu z wolą podwodnych zdjęć trzeba było albo wyposażyć się w jednorazowy wodoszczelny aparat(z kliszą) albo ten posiadany uzbroić w dodatkową wodoodporną obudowę, która z aparatu robiła niezatapialną boję.

Wodoodporna obudowa

Wodoodporna obudowa

Ale przecież nie tylko o wodę chodzi. Aparat może się zapiaszczyć czy upaść. Jednak jak w reklamie, można w końcu powiedzieć “dość!!!” 😉
Od pewnego czasu na rynku dostępne są odporne aparaty. Początkowo pojedyncze egzemplarze, przerodziły się w linie produktów. Dziś praktycznie każda licząca się firma kilka takich wszystkoodpornych modeli. Wszystkoodporne tzn. że aparaty charakteryzują się takimi parametrami, jak odporność na kurz czy piasek, wododporność nawet do 10 metrów czy wytrzymałość w przypadku upadku nawet z kilku metrów wysokości. Do tego dochodzą takie rzeczy jak tytanowe obudowy i inne bajery – choć to niekoniecznie właściwe słowo, bo wiele z nich jest bardzo użytecznych.

Osobiście trudno wskazać mi faworyta, tym bardziej że jako posiadacza, a przede wszystkim użytkownika lustrzanki od kompaktowych aparatów odstrasza mnie powolne działanie migawki. Oczywiście powolne, jeśli odniesie się to do szybkości migawki mechanicznej.

Mimo to pokuszę się o wskazanie trzech moich typów z trzech różnych firm.

Pionierem wszystko odpornych aparatów jest Olympus, który w swojej ofercie dziś posiada ich największy wybór. Najnowszy to Olympus  mju TOUGH-6020 ze środka oferty. Matryca 14 Mpix, 5. krotny zoom optyczny, mechaniczna stabilizacja i wszystkie zalety aparatu wszystkoodpornego.

Olympus mju TOUGH-6020

Olympus mju TOUGH-6020

Z oferty dostępnej na rynku wybija się Casio Exlim EX-G1 z matrycą 12 Mpix i 3.krotnym zoom’em optycznym ze stabilizacją. Dodatkową jego zaletą jest bardzo płaska konstrukcja.

Casio Exilim EX-G1

Casio Exilim EX-G1

Ostatnim który robi dobre wrażenie jest najnowszy Panasonic LUMIX FT2, następca modelu FT1. Wszystkoodporny z matrycą 14.1, 2,7. krotny zoom oraz stabilizacja i tryb makro ostrzący już od 5 cm od obiektu.

Panasonic FT2

Panasonic FT2

A dlaczego komunijny jest ten poradnik? Maj za pasem, czas komunii, czas przerośniętych prezentów pompujących nasze ego w oczach rodziny. Aparat fotograficzny był chyba, i nadal pozostaje jednym z ciekawszych i naprawdę atrakcyjnych dla dziecka prezentów. Oczywiście “aparaty” mamy dziś w każdej komórce – zastanawiając się czasem czy to jeszcze komórka z aparatem czy może aparat z funkcją telefonu. Nie mniej jednak jeśli ktoś ma zamiar robić zdjęcia i bez wstydu chwalić się nimi przed całym światem, to powinien chyba jednak sięgnąć po aparat. Poza tym trzeba pamiętać, że 8-9 letnie dziecko dopiero odkrywa świat, określa swoje hobby, odkrywa pasje. Aparat kompaktowy z dolnej półki to dla przeciętnego dziecka pewnie i tak dużo. Lustrzanka z kolei jest i za duża i za ciężka, i w sumie dość droga. A biorąc pod uwagę przebywanie na dworze, szaleństwo i niefrasobliwość dzieci, taki wszystkoodporny aparat zdaje się być bardzo dobrym rozwiązaniem. Przynajmniej nie trzeba chuchać i dmuchać. Upadnie – trudno, najwyżej lakier się obije. Zamoknie się na deszczu – to co? Itp. Dla niedowiarków że te aparaty są odporne polecam tekst o Olympusie mju, który przeleżał na dnie morza rok czasu.