Home > Fotografia, Nowe technologie > 7 dni z Olympus PEN mini (E-PM1) – dzień pierwszy

7 dni z Olympus PEN mini (E-PM1) – dzień pierwszy

Z natury jestem osobą, która z urządzeń korzysta bezzwłocznie. Ignoruję takie rzeczy jak instrukcje i poradniki, zdając się na swoją intuicję. Tak też stało się w przypadku tego aparatu. Naładowałem baterię, przypiąłem kitowy obiektyw (14-150mm) do body i wybrałem się na miejski spacer szukając ciekawych kadrów i jednocześnie testując kolejne funkcje aparatu. Na plus rzuca się w oczy dużo lepiej skonstruowane menu niż to obecne w poprzednich modelach Olympusa, czy nawet w “dużym” PENie. Większość zdjęć robiona była już po zmroku, przy światłach miasta. W tych warunkach bardzo pomocna, i praktycznie niezawodna jest stabilizacja obrazu w którą wyposażony jest aparat. Efekty widoczne na poniższych zdjęciach są dalekie od ideału, nie mniej jednak dają pewne pojęcie o tym co PEN oferuje.

Po jednym dniu zabawy z aparatem mam dwa, ale dość zasadnicze problemy. Pierwszy nazywa się Balans Bieli(WB) – odnoszę wrażenie, jakby aparat nie potrafił odpowiednio go ustawić. Także przy manualnym wyborze oświetlenia efekt znacznie odbiera od ideału. To także widać na poniższych zdjęciach. Drugą sprawą jest wyświetlacz. Niedawno mówiło się o tym, że ekrany AMOLED / OLED dostępne w telefonach komórkowych, a dokładniej smartfonach pokazują zrobione zdjęcia w przesterowanych kolorach i kontraście, de facto polepszając efekt. Rozczarowanie przychodzi, gdy zdjęcia przerzucimy do komputera czy je wydrukujemy. Mimo, że PEN mini wyposażony jest w klasyczny ekran LCD, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tu także występuje podobny problem. Zdjęcie opakowania aparatu, które opublikowałem wczoraj było zrobione, co nie dziwi, właśnie tym PENem. Na ekranie aparatu wyglądało olśniewająco, w komputerze okazało się, że jednak nie jest tak pięknie.

Dwie opisane wyżej kwestie powodują, że dzień drugi zacznę od przejrzenia instrukcji i znalezienia odpowiedzi na poruszone tematy. Wierzę, że w aparacie za ~3k PLN, jest to tylko i wyłącznie kwestia ustawień, a nie jakaś wada fabryczna czy, co gorsza, zamysł programistów.

Na koniec luźne skojarzenie, ale i pewnie to w jakimś stopniu jest przyszłość fotografii. Elektronika idzie w kierunku dalekoidącej miniaturyzacji, i praktycznie końca tej rewolucji nie widać. Na PENa mini składają się, tak samo jak w przypadku lustrzanek dwa elementy – body, w tym przypadku w 100% elektroniczne oparte o system Micro Cztery Trzecie oraz obiektyw. O ile obiektyw zawsze pozostanie obiektywem, bo musi mieć ileś szkieł, pierścień itp., o tyle body, oparte na elektronice staje się coraz mniejsze. I de facto można odnieść wrażenie, że jest tylko dodatkiem do obiektywu. Szczególnie tak dużego jak ten kitowy – 14-150 mm. Postaram się jutro zrobić zdjęcie zestawu przy 150 mm. Wygląda to ciekawie, a mi chcąc nie chcąc przypomina trochę Lytro, czyli “idealny zestaw” gdzie robimy zdjęcie, a dopiero później wybieramy ostrość, kadr itp. Czyli dobre, jasne szkło okraszone odpowiednią elektroniką. Trochę taki obiektyw tylko ze spustem migawki. Kto nie widział, niech sam się przekona:

[youtube width=650]http://www.youtube.com/watch?v=JDyRSYGcFVM[/youtube]