Home > Fotografia, Rowery > Zmora fotografa

Zmora fotografa

September 16th, 2011 Leave a comment Go to comments

dsc_7395

A miało być tak pięknie.

Świeżo nabyte szlify kolarskie skutecznie wyeliminowały mnie ze ścigania na najbliższe tygodnie.

Świeżo nabyty nowy obiektyw Sigma 18-50/2.8 miał zapewnić jeszcze lepsze warunki do robienia zdjęć, niż dotychczasowy kit’owy, który poszedł na zasłużoną emeryturę.

Nowy sprzęt, wykluczenie ze ścigania – nie ma lepszej opcji na fotografowanie. Do tego pogoda jak znalazł – i do ścigania, i do robienia zdjęć. Jest jednak jedno małe ‘ale’ – syn uparł się, że jedzie w mini-cross’ie. W efekcie nie ustawiam się od razu na trasie, ale w pierwszej kolejności “cykam” start kolejnych sektorów. Nuuuuuda. Bez większego zacięcia, co chwilę wciskam spust migawki. Jest tak duża frekwencja, że w sumie to w trybie seryjnym mógłbym nie zdejmować z niego palca. Wychodzi z tego, o zgrozo, ponad 250 zdjęć na których pewnie niejedna osoba się odnajdzie, ale i tak są równie nudne, jak bardzo kolorowe są trykoty startujących zawodników.

Potem szybko zaliczamy mini-cross’a na którym, jeśli chodzi o cyklistów, mój syn jest pierwszy :))) Odpuszczamy “dekorację” – mamy już nadkomplet odblaskowych pasków od BGŻ 🙂 –  i czym prędzej udajemy się na obrany wcześniej przeze mnie punkt foto. Niestety nie przewidziałem, że dojechanie do niego będzie utrudnione, bo hobbici przekraczający szosę 630 całkowicie zablokują trasę na wiele minut.

W końcu docieram(y) tam, gdzie chciałem. Po drodze spotykam “Zamanowóz” gdzie dowiaduję się, że czub powinien jechać za 20 minut. Spokojnie docieram do punktu, który okazuje się rozjazdem Fit / Mega, a to oznacza, że trasa względem tego, co było na mapie została ostatecznie zmieniona. Parkuję bezpiecznie, rozstawiam swoje dzieci, żeby ani sobie, ani komuś nie zrobiły krzywdy i łapię za aparat. Zonk! Czoło pierwszego sektora właśnie mi śmignęło przed nosem. Muszę obejść się smakiem. Kolejnych wojowników już utrwalam na zdjęciach. Dużo ich jedzie, za dużo. Spustu migawki praktycznie nie puszczam, a karta pamięci w aparacie zapełnia się błyskawicznie. Najpierw ustawiam się zaraz za rozjazdem Mega, ale im dalej w las, tym częściej pojawiają się zawodnicy odjeżdżający na Fit. A chciałbym “pamiątkę” zrobić i tym, i tym. Dylemat nie do rozwiązania. Idę w górę drogi, przed rozjazd. Ściganci jadą jeden za drugim, robię zdjęcia praktycznie bez wytchnienia. To jest około 20 km trasy, a stawka praktycznie się nie rozciągnęła. Co jest? No co? Kolejna mazowiecka edycja Mazovii z frekwencją grubo powyżej tysiąca startujących. Przestaję mieć przyjemność z robienia tych zdjęć. Ale nie przestaję. Znakomita większość przejeżdża przez rozjazd, a my w końcu pakujemy się z powrotem do samochodu i jedziemy na metę. Tam kolejne zdjęcia, ale dalej bez wytchnienia, cykane z automatu, jedno za drugim. Na finisz Fit’a się nie załapałem, za to na Mega jak najbardziej. Jest szybko, bardzo szybko. Do tego niebezpiecznie i nie obywa się bez złych emocji. Na wąskiej ścieżce rozpędzone, pełne testosteronu czoło Mega mija finiszującą końcówkę Hobby oraz Fit. Atmosfera nie jest fajna. Koniec zdjęć!

Wracamy do miasteczka, ale jest tak pełne ludzi, a pogoda tak upalna, że nie mam już ochoty na dalsze fotografowanie. Zrobiłem prawie tysiąc zdjęć, z których zapamiętałem tylko jedno. Bardzo fajne. Które? Zachowam to dla siebie. Ale jak ktoś przejrzy całą galerię, to może je zauważy. Bo moim zdaniem tylko jedno zdjęcie się wyróżnia.

To tyle jeśli chodzi o Mazovię w Nowym Dworze Mazowieckim. Jaka była? Moim zdaniem była dowodem na to, że produkt, bo Mazovia jest produktem, zaczyna zjadać własny ogon. Część numerów startowych dziś wydawanych było w postaci najzwyklejszych kartek z wypisanym numerem. Frekwencja taka, że ludzie nie mieścili się w sektorach, a płaska w pierwszej połowie trasa nie pozwalała na porwanie stawki. Z mojego, fotograficznego punktu widzenia nie sprawiła mi żadnej przyjemności – co ważne dotychczas zawsze miałem z robienia zdjęć ogromną satysfakcję. Tym razem jej nie było. Zabrakło tego czegoś.

Sezon powoli dobiega końca. W tym roku miałem przyjemność brać udział, fotografować, bądź startować na wszystkich trzech mazowieckich cyklach – Legii, Mazovii i Poland Bike’u. Jeszcze miesiąc i pojawi się tu pewne podsumowanie, porównanie, bo moim zdaniem organizatorzy każdego z tych cykli muszą odpowiedzieć sobie na szereg pytań. Do zobaczenia w Łochowie, Płocku, Toruniu, Wesołej czy Legionowie – niepotrzebne skreślić 🙂