Home > Fotografia, Rowery > Finał Mazovia MTB 2011

Finał Mazovia MTB 2011

September 24th, 2011 Leave a comment Go to comments

Od samego początku sezonu byłem bardzo negatywnie nastawiony do organizacji finału cyklu Mazovia tak daleko od miejsca zamieszkania znakomitej większości startujących(Warszawa i okolice). Mocnym punktem przetargowym miała być toruńska Motoarena. Fakt, możliwość startu czy finiszu na takim obiekcie to jest coś, ale pod warunkiem, że trybuny są pełne. Aż dziwne że miasto, które wyłożyło pewnie nie małą kasę na organizację finału właśnie w Toruniu nie zadbało czy też nie wymusiło na organizatorach odpowiedniej kampanii informacyjnej w mieście. Mówimy o mieście, które witało nas dziś transparentami “zaprzyjaźnij się z tramwajem” czy “przesiadź się na rower”. Ciekawe czy poza fanatykami ktokolwiek z torunian wiedział, że właśnie dziś odbędzie się finał jednej z największych imprez rowerowych w Polsce? Puste trybuny dały chyba zdecydowanie jasną odpowiedź. Druga(tak, dziś będę marudził) rzecz która raziła, to nagłośnienie – sfatygowane głośniki brzmiały bardzo kiepsko, a przecież stadion ma swój system. Na Poland Bike w Kozienicach się dało z obecnego już systemu skorzystać, to czemu tu nie można było? Pytanie retoryczne 🙂

Do biegu gotowi, start!

Gdyby nie relatywnie niska frekwencja – 842 zawodników, to pewnie nie obyłoby się bez przykrych incydentów. Start podczas którego od razu jest jeden, drugi zakręt o 90 stopni, podjazd, kolejny skręt i kopny piach to nie jest bezpieczny start. I wszystko tylko po to żeby wystartować z Motoareny. Dużo fajniej, i bezpieczniej byłoby gdyby start odbył się na przykład z rampy przed stadionem, a finisz tak jak to miało miejsce już w środku.

Misja wykonana!

Moim głownym celem w Toruniu było zadebiutowanie z małym Kufelkiem na Hobby. Miało być fajnie, łatwo(skala=2???) i przyjemnie. Było… mogę mieć żal do siebie, do organizatorów. Sam nie wiem. Jestem pełen podziwu dla mojego syna, który po pierwszych 400 m trasy(kto jechał ten wie, że to był praktycznie tylko i wyłącznie kopny piach) chciał wracać i nie jechać dalej, ale misja poszukiwacza czerwonych strzałek i zapowiadających niebezpieczeństwo, równie czerwonych, wykrzykników się udała. Odnaleźliśmy je wszystkie, a na mecie zameldowaliśmy się po półtorej godzinie.

Co było nie tak? To pytanie do organizatorów. Połowę trasę(do rozjazdu) Hobby jechali wszyscy, więc pewne zdanie można mieć. Ale kto by pomyślał, że potem będzie jeszcze gorzej? Dobre 2 km trasy po wysokiej trawie i mchu, co najwyżej rozjeżdżonej przez quad podczas znakowania trasy. I ten upiorny piaszczysty fragment, który trzeba było znów pokonać na koniec. Kasa, kasa, kasa – czy tylko ona się liczy? Czy zrobicie wszystko, żeby zarobić kolejne 30 złotych??? Jeszcze ja, startujący dość regularnie mogłem pewne rzeczy przewidzieć, choć tym razem intuicja zawiodła. Ale wpuszczanie na trasę niczego nie przewidujących rodziców, z dziećmi w foteliku czy na bardzo małych rowerkach – i pokonanie trasy 8.5 km w czasie powyżej 2 godzin. To nie powinno mieć miejsca!!! Na trasy takie jak ta – bardzo piaszczyste, pofałdowane, z podjazdami – nie powinien mieć prawa wstępu nikt na rowerze bez przerzutek i co najmniej 20” calowych kół. Z drugiej strony jak patrzę na dzieci(2002 i młodsze), które startują na rowerach 26” z pełnym XT to sam nie wiem co o tym myśleć – ale to już inna bajka.

Byłem pierwszym, który na forum wspomniał o wprowadzeniu sektorów do Hobby – pewnie jakaś w tym moja zasługa, że owe sektory od początku sezonu 2011 się pojawiły. Teraz rzucam do dyskusji dużo poważniejszy temat – jasne określenie zasad dla dzieci startujących na dystansie Hobby w kategorii HK1 i HM1. Jednocześnie zaznaczam, że ostatni raz na Hobby jechałem dwa lata temu w Łomiankach(debiut z córką, która kolejne starty jechała już sama) i nie wiem jak wyglądały inne trasy, jaki był poziom frustracji dzieci docierajacych na metę. To organizator zna trasę i to na nim spoczywa odpowiedzialność rzetelnego poinformowania swoich klientów o ofercie.

Czy taki(do znalezienia w zdjęciach) wyraz twarzy chcą oglądać Organizatorzy na twarzach kończących etap Hobby po raz pierwszy? I pewnie ostatni, bo każdy kto ma dzieci doskonale wie, jak ciężko jest namówić dziecko do drugiej próby jeśli ta pierwsza była nieudana.

Marudzę dalej!

Pewnym niesmakiem było dla mnie przerwanie dekoracji w Klasyfikacji Generalnej po Fit i przeprowadzenie tomboli. Nie intersują mnie pobudki z jakich to nastąpiło. Tak się po prostu nie robi, bo w efekcie dekoracja na dystansach Mega i Giga odbywała się przy garstce ludzi, głównie samych zaintersowanych. Taki bieg spraw powoduje, że trudno oprzeć się wrażeniu, że dystanse kluczowe – Mega, i królewskie Giga nie są dla organizatorów priorytetem. A przynajmniej nie liczą się tak jak kiedyś. Wiadomo, że zwycięzcą jest każdy z nas z osobna, który dociera na metę, ale są osoby – nie będę wymieniał – które zasługują na dużo większe brawa, honory, słowa i gesty uznania.

Fit jest dla Organizatorów żyłą złota…

Dość marudzenia 😉

Nie można cały czas pluć jadem, dlatego na koniec coś przyjemniejszego – bardzo fajna seria zdjęć z finiszu – koniec Fit i praktycznie więszość Mega i Giga.

Miłego oglądania – sezon się jeszcze nie skończył, czyli do zobaczenia w Płocku, Łomiankach, Wesołej czy Legionowie…

  • stan

    Jeśli mimo wpadek organizacyjnych, braku nagród dla najlepszych, żenującego często makaronu, startuje po 1000 osób, to po co organizator ma się starać? Ja startowałem kilka lat i powiedziałem dosyć. Trochę mi zawadzają stroje Mazovii, które kiedyś kupiłem… Po co mam reklamować dziadostwo? Imprez w kraju jest naprawdę dużo. Często najfajniejsze są małe imprezy, bo tworzone z pasją.

  • Jarower

    Kufel, ależ marudzisz, czytając Twoją relację z Torunia można pomyśleć, że cała impreza to wielki niewypał. Czy rzeczywiście tak było? Ostatnio Twoje relacje są coraz bardziej tendencyjne, a zdjęcia z imprez coraz fajniejsze…
    Co do uwag Stana – wniosek jeden – zdecydowana większość startuje nie dla nagród, a kluski po maratonie nie są najważniejsze. Dlatego frekwencja jest nadal wysoka, dlatego również ja startuję, hm, wiele sezonów również na Mazovii. Tak dla porównania, u konkurencji posiłek po maratonie jakoś nie podbija frekwencji…

  • kfaczur

    Kuflu. Skoro startowales z malym kuflem – pokaz dzieciakowi ze zycie to nie tylko jazda po asfalcie. czasem trzeba przepchnąć rower w swoim WŁASNYM tempie przez piachy i mchy. to sa w końcu amatorskie zawody i scigamy sie wszyscy o marchewkę. nagłośnienie – tak, zgadzam sie fatalnie było. widok samoloty po zawodach (jechalem gige, na parkingu bylem ok 16:00) który kręci akrobacje na niebie – bezcenne!!!

  • Pz7

    popieram. szkoda się denerwować. pomyślałem, że może jeszcze raz spróbuję. ale przeczytałem regulamin i się załamałem. organizator nie ponosi za nic odpowiedzialności. to kpina z klienta.