Home > Różne > Jak model internetu Web 2.0 zmienił warsztat dziennikarza

Jak model internetu Web 2.0 zmienił warsztat dziennikarza

Do napisania tego tekstu sklonilo mnie narastajace zjawisko obserwowane nie tylko w polskich mediach. Coraz czesciej, zarowno media tradycyjne jak i te elektroniczne, namawiaja swoich odbiorcow do bycia zrodlem informacji, nazywajac to wielkimi slowami – wspoltworzenie kanalu, artykulu, informacji. Taka pozorna wiez miedzy nadawca a odbiorca. Jeden de facto chce miec najswiezsze informacje jak najnizszym kosztem, drugi chce poczuc sie wazny. Dlatego wlasnie powstaly takie platformy jak Alert gazety, kontakt TVN24 czy Cynk onet’u. Krotko mowiac – to efekty cyfryzacji naszego zycia we wszystkich plaszczyznach, choc przede wszystkim poklosie powszechnego dostepu do informacji nie tylko przez tradycyjne lacza internetowe, ale i przez komorki. Wyobrazmy sobie jak 10 lat temu dluga byla droga do opublikowania zdjecia w sieci – od zdjecia wykonanego technika tradycyjna, przez wywolanie i skanowanie w laboratorium, czesto przeniesienie na nosnik, az do publikacji. Dzis to samo robimy w kilkanascie sekund prosto z komorki czy aparatu cyfrowego z karta pamieci obslugujaca protokol WiFi. Po drodze odbyla sie jeszcze rewolucja o nazwie Web 2.0, ktora dodatkowo spotegowala wplyw przecietnego Kowalskiego na informacje. W efekcie powstalo, a potem tez gros z hukiem upadlo, wiele serwisow glownie z pogranicza informacji, ktorych tresc pochodzila od samych uzytkownikow. Potem doszedl do tego jeszcze tweeter (i jego kopie), ktory zwielokrotnil gaszcz informacji, w ktorej i tak trudno juz sie odnalezc.

To wszystko dramatycznie odmienilo nie tylko charakter, ale i sama definicje zawodu jakim jest dziennikarstwo. Spojrzmy na ponizszy obrazek:

Na Bałtyku pojawił się lód (źródło: gazeta.pl)

Na Bałtyku pojawił się lód (źródło: gazeta.pl)

Informacja istotna, ale jesli sie przyjrzec blizej ,to zrodlem jest PAP, czyli zostala na zasadzie ctrl+c – ctrl+v przekopiowana do serwisu. Dalej – zadnemu z dziennikarzy nie chcialo sie pofatygowac chociazby do Zatoki Puckiej, zeby zjawisko sfotografowac. A myslalem, ze biuro Agory w Trojmiescie jest odpowiednio liczne;) Nie, latwiej jest podac namiary na Alert i poczekac na zdjecie od jednego z czytelnikow, ktory potem bedzie prezyl sie przed znajomymi chwalac publikacja. W efekcie jednak zyskuje przede wszystkim wydawca, ktory zgodnie z regulaminem wraz z otrzymaniem materialu staje sie tez jego wlascicielem z pelnym prawem do dysponowania. Wydawca nie musi wiec ponosic kosztow zwiazanych z pozyskaniem informacji i, co wazniejsze, nie musi placic, czesto duzych sum, za prawa autorskie. Z tego robia sie ogromne oszczednosci, jesli wziac pod uwage mnogosc sytuacji.

Kolejnym narastajacym zjawiskiem wynikajacym z cyfryzacji oraz coraz wiekszego pedu za informacja jest niedokladnosc, a nawet niechlujstwo dzisiejszego warsztatu dziennikarza. Wystarczy wejsc na glowne portale, gdzie bez wiekszego klopotu znajdziemy literowki czy bledy w interpunkcji, choc jeszcze wybaczalne. To co trudno wybaczyc, to coraz czestsze bledy w skladni czy budowie zdania.

Drzewiej, kiedy praca dziennikarska ogladala swiatlo dzienne raz na dobe, wraz z wyjsciem dziennika, autor mial czas i warunki do tego aby artykul – krotki czy dlugi – nalezycie przygotowac. To byl prawdziwy warsztat, ktorego zwienczeniem byla jeszcze korekta. Wiem, ze swiat sie zmienia, i nie zamierzam sie przeciwko temu buntowac. Jednak tak jak prasa zabiega o odpowiednie czytelnictwo (juz nie sprzedaz), tak i portale chca miec jak najwieksze audytorium – wszyscy w imie wiekszych dochodow z reklamy. Jesli oni na tym zarabiaja, a zarabiaja na nas czytelnikach, to minimum, ktorego mozemy wymagac, to chociazby poprawnosc ortograficzna i gramatyczna. W sieci mozna spotkac kilka akcji zachecajacych do poprawnego pisania jak chciazby Bykom STOP. Naglasniaja ja te same portale, ktore potem serwuja nam jeszcze lepsze byki.

Zmora dzisiejszych portali i informacji, ktore serwuja, sa takze mechanizmy tlumaczace tresci. Oprocz informacji kopiowanych z rodzimych serwisow prasowych, pojawia sie coraz wiecej informacji przenoszonych z serwisow obcojezycznych. Tekst wrzucany jest do tlumacza elektronicznego, ktos potem (choc nie zawsze) robi bardzo pobiezna korekte i wysyla do publikacji. Niedowiarkom radze zwrocic uwage na komentarze pojawiajace sie czesto pod roznymi artykulami, ktore nie maja nic wspolnego z tematem, za to czesto pietnuja autora za kardynalne bledy.

W minionych latach rozwinela sie tez blogosfera, ktora co raz lepiej wypelnia pustke, jaka tworza krotkie, lakoniczne teksty publikowane na portalach. Blogi czy mini portale staja sie swoistym drugim obiegiem, gdzie publikowane tresci przypominaja to do czego przyzwyczajeni bylismy latami – subiektywne analizy, dopracowane i ciekawe teksty.

Na zakonczenie – chociaz moj bloog na przekor wszystkim innym pozbawiony jest ogonkow, wiec co do poprawnosci jezykowej pozostawia duzo do zyczenia, to przynajmniej staram sie od jakiegos czasu, aby moje teksty przed publikacja przeszly profesjonalna korekte (o ile korektor chwilowo sie na mnie nie obrazil).

Zycze wiec wszystkim drogim czytelnikom przyjemnej lektury i czerpania informacji nie tylko rzetelnej, ale też ciekawie i poprawnie napisanej – oby dziennikarze i redaktorzy przypomnieli sobie, do czego zostal powolany ich fach.