Home > Nowe technologie, Rowery > Komunikacja radiowa w kolarstwie szosowym – czy to ma przyszlość?

Komunikacja radiowa w kolarstwie szosowym – czy to ma przyszlość?

December 24th, 2009 Leave a comment Go to comments

Tegoroczny (2009) Tour de France przejdzie do historii przede wszystkim jako jeden z nudniejszych wyścigów. Nie było spektakularnych pojedynków, wszystko wyglądało jakby było z góry ustalone, zaplanowane, można by rzec – wyreżyserowane. A wszystko przez daleko idącą profesjonalizację. Trzeba uświadomić sobie, że budżety największych zespołów rowerowych takich jak Astana, Katiusza czy właśnie powstałych The Sky czy The Shack (Radio Shack) oscylują wokół kwot rzędu 20-30 milionów euro. Naturalna w takiej sytuacji jest presja na wyniki ze strony sponsorów, którzy chcą być zauważeni poprzez sukces kolarzy czy drużyn. W tym wszystkim ginie natura kolarza, wojownika, który sam w głowie buduje pomysł na wyścig, strategie prowadzącą do zwycięstwa choć oczywiście okupionego ciężką pracą pozostałych członków drużyny, którzy na kolejnych etapach go “ciągną” przebijając opór aerodynamiczny. Dziś za strategie odpowiada strateg, który siedzi w samochodzie z laptopem na kolanach, gdzie obserwuje na bieżąco pozycje każdego z kolarzy poprzez GPS, z każdym z nich ma kontakt przez radio.

Jan Ulrich

Jan Ulrich

źródło: http://www.gazzetta.it/

Obserwując to, trudno uniknąć wrażenia, że z wyjątkiem koni mechanicznych zamienionych na siłę mięśni mierzonych w dżulach to wszystko niewiele się rożni od Formuly 1, gdzie kierowca czy właśnie kolarz jest perfekcyjną maszyna wypełniającą wydane mu polecenia. Żal… ogromny żal, bo kierunek, w którym zmierza kolarstwo szosowe, odziera ten sport z ducha prawdziwej ludzkiej rywalizacji. Bo jaka jest różnica miedzy wybitnym kolarzem i wybitnym kierowca F1? Każdy z nich jest posłuszny jak żołnierz, jeden perfekcyjnie kieruje bolidem, drugi pedałuje jak maszyna nie okazując zmęczenia.

Jest tylko jedna przewaga F1 nad kolarstwem, choć i tu pojawiają sić wyjątki. W Formule 1 nie ma miejsca na doping, choć zdarzało się, że pewne rozwiązania techniczne były nie do końca zgodne z zasadami Formuły. I ten doping pośród kolarzy to taka ciemna chmura, która coraz częściej i w sposób coraz bardziej wymyślny przesłania wielkie sukcesy, mimo bezspornych sukcesów wielkich kolarzy.