“Please touch” – definicja muzeum XXI w.

November 30th, 2012 No comments

Listopadowy – trochę dłuższy weekend – dzięki tanim liniom Wizzair spędziliśmy w Szkocji. Jeden dzień w Glasgow, dwa w Edynburgu. Takie “dotknięcie” tego rejonu, żeby zobaczyć czy to jest “to” i czy warto wpaść tu na dłużej, może nawet pełną rodziną. Wyjazd był bardzo intensywny, nastawiony na zwiedzanie tego co najważniejsze – muzeów i zabytków architektury. Udało się wykonać 150% planu.

Kiedy opuszczaliśmy kolejne muzea mieliśmy coraz większe przeświadczenie o tym, że tu w wrócimy, z naszymi dziećmi. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Nie ma dziś w Polsce, może Centrum Kopernik, miejsca muzeum, które nie jest jedną wielką super strzeżoną przez ochroniarzy “gablotą z  pamiątkami”. W żadnym odwiedzonym muzeum w Szkocji nie było strażników w poszczególnych salach, nie było lin odgradzających zwiedzających od obiektów. Co zatem było? Wszystko dla zwiedzających, łącznie z powtarzającymi się łapkami “please touch” czyli “dotknij”. Tego u nas nie ma i raczej nie będzie, chyba, że Kopernikowych projektów będzie po prostu więcej.

 

Inny dowód? Fotografowanie. W Polsce w większości muzeów nawet komórką nie można zrobić zdjęcia. A tam? Wręcz byłem zachęcany do robienia zdjęć przez pytane przeze mnie dla pewności osoby z obsługi. I nie chodzi tu tylko o zwykłe pamiątkowe zdjęcia. Nie raz do gablot dosłownie przystawiałem obiektyw, żeby zrobić jak najlepszy kadr. Przykład poniżej:

Figurka Sfinksa na powyższym zdjęciu pochodzi z XXII wieku przed Chrystusem. Dosłownie wszystko na wyciągnięcie ręki. Polecam każdemu – dużemu i małemu…

PS. Mam nowe postanowienie, jeszcze przed noworoczne. Nie mam niestety na pisanie tak dużo czasu jak kiedyś. Dlatego też będzie więcej obrazu a mniej słów. Ma być za to regularnie. Będę wyciągał jakieś zdjęcie z dziesiątek tysięcy jakie mam i dodawał odpowiedni komentarz. Bo wiele z nich właśnie w tym celu zostało zrobionych. Zobaczymy co z tego wyjdzie

ŚLR 2012 – Daleszyce – parę słów i galeria zdjęć

April 23rd, 2012 7 comments

Mój pierwszy raz na ŚLR i bardzo mi się podobało, choć zaczęło się od małego zgrzytu. W sobotę wieczorem, trochę w ostatniej chwili zdecydowałem się na zmianę opon – napompowałem je tak “mniej więcej” ręczną pompką z założeniem, że na pewno będzie na miejscu serwis, gdzie odpowiednią pompką (nożną) wbiję odpowiednie ciśnienie. Rozczarowaniem było, że sponsorzy cyklu czyli WSÓŁ Specialized nie wystawili stoiska z serwisem Smutny Ostatecznie do ostatniej chwili pompowałem koła ręczną pompką – już sektorze startowym – w efekcie miałem pewnie max 1,5 bar zamiast wskazanych co najmniej 2,1-2,3.

Start!!!

Trochę irytujący był wyjazd ze stadionu, który był jednym wielkim korkiem. Nie wiem jaka jest praktyka na ŚLR, ale może dobrym rozwiązaniem byłoby rozbicie startu FAN na 2-3 sektory co minutę tak, żeby na pierwszych podjazdach nie było takich kolejek, a większe dopasowanie tempa poruszania.

Potem poszło już z buta. Trasa malina, zarówno podjazdy jak i zjazdy(jechałem FAN). W dwóch miejscach na trasie był zgrzyt – na jednym z asfaltowych fragmentów, nie pamiętam czy przed czy za bufetem jechaliśmy z kolegą mając 50+ na liczniku a tu nagle praktycznie centralnie na nas wyjeżdża zza zakrętu polonez. Było o włos od tragedii. Na szczęście nic się nie stało – trzymaliśmy się intuicyjnie prawej strony drogi.

Drugi zonk to oznaczenie zakrętu 90 stopni na końcu tego długiego technicznego zjazdu z góry Stołowej, gdzie stali ratownicy. Ja zahamowałem w ostatniej chwili, bez ostrzeżenia, za co przepraszam kolegę, który się we mnie delikatnie wbił. W tej samej chwili widziałem też zawodnika, który ten skręt przegapił, pojechał dalej i właśnie zawracał. Nie wiem ile osób miało ten problem, ale myślę, że przydałaby się np taśma w poprzek drogi.

Potem do mety było już miód malina. Naprawdę świetna interwałowa trasa, świetnie przygotowana i poza tymi kilkoma rzeczami to trudno się do czegoś przyczepić. Tylko chwalić, że takie ładnie spiętrzone mamy Góry Świętokrzyskie Uśmiech

Co do bufetu na mecie, to też jestem za ciastem drożdżowym zamiast ciastek na proszku do pieczenia – zdrowsze, smaczniejsze, chyba też wydajniejsze. Na trasie był bardzo smaczny izotonik, którym uzupełniłem zapas – ktoś wiec co to za marka?

Mój licznik pokazał 38km z lekkim okładem.

Z przyczyn różnych Sandomierz i niestety Nowiny(żal!!!) omijam, ale już w Siepli będę znów startował.

Poniżej zapraszam do galerii mojego autorstwa, bo jak zawsze po dotarciu na metę chwytam za aparat. Oryginalne, duże pliki do pobrania stąd.

Mazovia MTB 2012 – Piaseczno – Fotogaleria

April 15th, 2012 No comments